Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



20.07.2020

Baramundi

Pomoc w czasie pandemii.
20.07.2020

Stop infekcjom

CloudGuard
17.07.2020

Analiza zagrożeń

Kaspersky Threat Attribution Engine
17.07.2020

Strażnik danych

QGD-1602P
16.07.2020

Dysk przemysłowy

Transcend MTE352T
16.07.2020

Połączenie sił

Fugaku
16.07.2020

Brama bezpieczeństwa

Check Point 1570R
23.06.2020

PLNOG Online

PLNOG Online
23.06.2020

Nowe zagrożenie

Ramsay

Generalny Inspektor

Data publikacji: 02-03-2015 Autor: Michał Jaworski
Autor: Fot. Archiwum własne

Przyznaję, że wdałem się w pyskówkę. Powodem był „Monitoring wyborów GIODO”, który na watchdogportal.pl umieściła Fundacja Panoptykon…

Konkretnie chodziło o wskazanie, że jeden z kandydatów świetnie nadaje się na to stanowisko, gdyż okoliczności nie wskazują na możliwość wystąpienia konfliktu interesów. Kandydat ów mianowicie nigdy nie był członkiem partii politycznej, związku zawodowego, organizacji pracodawców, nie prowadził działalności lobbingowej ani nie doradzał żadnym przedsiębiorcom. Pozwoliłem sobie to skomentować, że zgodnie z takim myśleniem jedynie słusznym kandydatem może być tylko ktoś, kto nigdy nie splamił się pracą inną niż za pieniądze podatników. Zaczęła się zadyma. Mój sarkazm nie wynikał z chęci dezawuowania opisywanego kandydata (nie znam człowieka), ale z potrzeby przeciwstawienia się przypisywaniu ludziom a priori pewnych cech. Skoro ktoś pracował dla przemysłu – nie oznacza, że będzie działał na rzecz poprzedniego pracodawcy. Jak ktoś pracował w MSW – nie musi być na pasku służb. A inkwizytorzy o różnych barwach klubowych sprawdzają, czy kandydat ma rodzinę za granicą (szpiegostwo), czy kiedyś pogłaskał dziecko po główce (wiadomo, co), albo czy… Najchętniej do trzeciego pokolenia wstecz! Oczywiście wszystkie te łatki są opatrzone trybem warunkowym, „potencjalnie”, „możliwość”. Ale chodzi o to, by coś się przykleiło. Najlepiej ujął to przedwojenny adwokat, kiedy prokurator rozwodził się nad „potencjalnymi” możliwościami popełnienia kolejnych przestępstw przez oskarżonego. Adwokat poradził, aby do listy oskarżenia dodać gwałt, ponieważ podsądny nigdy nie rozstaje się z narzędziem tego czynu…

Nie o tym jednak chciałem. Pyskówka uświadomiła mi, że nie wiem, kim jest GIODO w sensie fundamentalnym. Czy GIODO jest obrońcą praw człowieka wyspecjalizowanym w określonej dziedzinie? A może jest regulatorem rynku, kimś podobnym do szefa UKE czy KNF?

Gdyby był obrońcą praw człowieka, a przecież do jakiegoś stopnia jest, to słusznym postulatem byłoby, aby nigdy nie zetknął się z praktyką gospodarczą. Jeśli tylko zauważy choć najmniejsze uchybienia firm lub służb specjalnych (tak!), powinien natychmiast interweniować, nakazywać, zakazywać i przykładnie karać. Czy jego decyzje powodowałyby natychmiastowe zatrzymanie pewnych serwisów, a potencjalnie upadek usługodawcy – nie powinno go obchodzić. Powinien w sporach zawsze i bez wyjątków stawać po stronie obywatela. Ale co zrobić, jeśli obywatel narzeka, że przez decyzję GIODO musi biegać z papierkami po urzędach (tak się stało w przypadku Karty Warszawiaka) czy też w przychodni wywoływany jest po numerze, bo po nazwiskach nie wolno? Pozostaje tłumaczyć durnowatemu, że to dla jego dobra!

Gdyby był regulatorem rynku, a takim regulatorem przecież jest, powinien mieć rozeznanie w gospodarce i w taki sposób podejmować decyzje, by usługi mogły być tanie, bezpieczne i dostępne. Celem KNF-u nie jest nałożenie takich przepisów na instytucje finansowe, by ich działalność zatrzymała się lub koszty prowadzenia tej działalności stały się absurdalnie wysokie. Mogłoby się wtedy zdarzyć, że część usług będzie dostępna tylko za granicą lub też stworzy się strefa parabankowa.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"