Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



26.05.2020

Cloud Native Universe

Jako patron medialny zapraszamy programistów wdrażających lub integrujących się z dowolną...
26.03.2020

Koniec certyfikatów...

MCSA, MCSD i MCSA
26.03.2020

Odświeżony OS

FortiOS 6.4
26.03.2020

Bezpieczeństwo w chmurze

Cisco SecureX
26.03.2020

Modernizacja IT

Nowości w VMware Tanzu
26.03.2020

Krytyczne zagrożenie dla...

Nowa groźna podatność
26.03.2020

Laptopy dla wymagających

Nowe ThinkPady T, X i L
26.03.2020

Serwerowe ARM-y

Ampere Altra
26.03.2020

Energooszczędny monitor

Philips 243B1

Zapisz i zapamiętaj. Na zawsze

Data publikacji: 25-05-2015 Autor: Michał Jaworski

Chmura i jej narzędzia synchronizacji rozleniwiły nas i zapewniły komfort pracy, a oczekiwaniem stał się stały dostęp do potrzebnych w danym momencie danych.

Oczywistością jest, że te same dane chcemy mieć na każdym komputerze, tablecie, telefonie, zegarku i telewizorze. Zdjęcia, filmy, dokumenty, muzykę. No i aplikacje. Do tego wszędzie tę samą listę kontaktów oraz możliwość reagowania na pocztę. A kiedy popsuje się jeden z naszych niezastąpionych gadżetów (kogo smartfon nie zderzył się z podłogą – ręka do góry!), po naprawie lub zastąpieniu go nowym urządzeniem wymagamy natychmiastowej samokonfiguracji i ściągnięcia wszystkiego co trzeba z chmury.

Równocześnie nabraliśmy zaufania do tego, co oferuje wirtualna pamięć masowa. Ciągle wykonujemy dodatkowe kopie na dyskach, ale im szybsze są łącza, tym mniej powodów, by to robić. Chyba tylko kwestia natychmiastowego dostępu do najczęściej wykorzystywanych danych każe nam trzymać pliki „w zasięgu wzroku”. Ale za chwilę (już!) nie zauważymy, skąd będzie uruchomiany dany plik – z mobilnego urządzenia, z lokalnej sieci czy z odległej chmury – bo w zarządzanie pamięcią podręczną nie będziemy ingerować. Odłączanie użytkownika od procesu zapamiętywania zaczyna się od usuwania ikonek „Zapisz” w aplikacjach, ponieważ wszystko dzieje się na bieżąco. Odpowiada to także programistom, i po raz kolejny zwalnia ich z części pracy nad software'em.

Wszystko działa wspaniale i bezproblemowo, ale pozostaje druga strona równania – kto tę chmurę i w jaki sposób utrzymuje. Jeśli chmura jest prywatna, to cała robota spada na adminów. Użytkownicy będą mieli dostęp do wirtualnych dysków o potencjalnie nieograniczonej pojemności, ale po stronie działu IT pozostanie żonglerka fizycznymi nośnikami oraz zarządzanie bezpieczeństwem i dostępnością zasobów (oczywiście przy jednoczesnych naciskach z góry, bo budżet nie jest z gumy!). Jeśli chmura będzie publiczna, to ktoś będzie musiał przeczytać i zweryfikować kontraktowe zobowiązania dostawcy, sprawdzić je pod względem bezpieczeństwa i wreszcie dopasować do wymagań organizacji i użytkowników. O ile bowiem korzystanie z chmury przez konsumenta to proces dość niefrasobliwy – ot, wrzucimy koledze pliki na Dropboksa, założymy konto Microsoftu czy Google, podłączymy iPhone'a do chmury Apple – to jednak z perspektywy firmowego informatyka wszystko wygląda inaczej. I często obawy przeważają nad korzyściami, a praca konieczna do zrozumienia, co tak naprawdę można zyskać, wydaje się zbyt duża.

Rzecz w tym, że ciągle niewiele jest napisanych ludzkim językiem rekomendacji wymagań dla chmury w zastosowaniach biznesowych. Łatwo znaleźć tekst prawniczy (z którym można stoczyć nie zawsze zwycięską walkę) lub opis możliwości któregoś z rozwiązań chmurowych, napisany przez zafascynowanego technologią informatyka. 

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"