Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



25.02.2020

Koszty w górę

Zmiany w licencjach VMware
24.02.2020

VPN na nowo

WireGuard w Linuksie
24.02.2020

Wydajność pod kontrolą

Citrix Analytics for Performance
24.02.2020

Zaawansowany backup

Veeam Availability Suite v10
20.02.2020

Serwery Enterprise

OVHCloud stawia na Ryzeny
20.02.2020

Monitory dla biznesu

Newline IP
20.02.2020

Przemysłowe SSD

Dyski Transcend M.2 NVMe
23.01.2020

Google Project Zero

Inicjatywa Google Project Zero
23.01.2020

Ochrona tylko w chmurze

Kaspersky Security Cloud Free

Nie było nas, był NAS – nie będzie nas, będzie NAS!

Data publikacji: 23-07-2015 Autor: Michał Jaworski

Historia pierwsza. Kiedy Gajusz Juliusz Cezar, czego mu zabraniały polecenia Senatu, przekraczał Rubikon i wkraczał do Italii, stwierdził, że kości zostały rzucone. Kiedy Fletcher Christian wraz z grupą buntowników dopłynął na Pitcairn i uznał to za miejsce doskonałego ukrycia przed brytyjskim pościgiem, nakazał spalić „Bounty”. Kiedy w 1995 roku Bill Gates uznał, że to Microsoft powinien dostosować się do internetu, a nie odwrotnie, w ciągu dosłownie kilku tygodni zmienił kierunek pracy kilkunastu tysięcy programistów, a żeby ich nie ciągnęło do poprzednich zajęć, nakazał sformatować dyski twarde. Przynajmniej tak głosi legenda.

Każdy z tych epizodów pokazuje działanie nieodwracalne. Cezar, łamiąc zasady, mógł już tylko zwyciężyć lub zginąć. Po spaleniu statku nie było odwrotu z samotnej wyspy na środku Pacyfiku. Po sformatowaniu dysków można już było tylko pisać nowy kod. Rzucone kości, dopalające się szczątki, miarowe przesuwanie się głowicy nad kolejnymi sektorami… Pierwsze dwa przykłady będą dalej przytaczane, ale ostatni prawdopodobnie wkrótce odejdzie do historii. Już nie tylko internet nie zapomina. My, jako część infrastruktury internetu, też przestaliśmy zapominać.

Historia druga. Człowiek pierwotny wędrował przez stepy w niewielkich, rodzinnych grupach, wchodząc w interakcje z innymi hordami swojego plemienia, a czasem z sąsiednimi plemionami. Minęło 15 tysięcy lat i niewiele się zmieniło. Twoje otoczenie, z którym masz najbliższe (choć niekoniecznie najczęstsze) interakcje, to około 30–40 osób. Potem jest twoje plemię, które liczy od 100 do 200 ludzi. Wreszcie w trzecim kręgu są postacie z pobliskich plemion, z którymi kiedyś przecięły się twoje losy i może nawet znasz ich imiona i rozpoznajesz ich twarze. Jest ich od tysiąca do półtora tysiąca. Dalej jest już tylko anonimowa ludzkość. Jeśli przyjrzysz się swoim kontaktom w Outlooku, znajomym na Facebooku czy liście ostatnio wykonywanych połączeń telefonicznych, zauważysz te prawidłowości. I tak samo jest z pamięcią masową. Są dane, zupełnie jak nasi bliscy przyjaciele i rodzina, z którymi się nie rozstajemy. Po przeciwnej stronie spektrum jest niezmierzony internet przechodzący stopniowo w ulubione portale, serwisy, blogi. Pomiędzy jednym a drugim funkcjonuje jeszcze plemię moich danych, bliższe od galaktyki internetu, ale przecież nie tak bliskie jak moje prywatne informacje. Właśnie z nich korzystam wraz z moim ludzkim plemieniem, pracujemy na wspólnych aplikacjach, poprawiamy te same dokumenty. To moje plemię jest czasem domowe (zdjęcia, muzyka, filmy), a czasem firmowe (CRM, baza umów, system ERP).

Historia trzecia. Nie znamy imienia człowieka, który wynalazł koło, opanował ogień czy stworzył pierwszą sieć na ryby. Nie wiemy, kto pierwszy obsiał pole zbożem, a kto pierwszy na glinianej tabliczce zapisał pierwsze słowa. Znamy nieliczne imiona architektów piramid. Jednak jako ludzkość wykorzystujemy wszystkie osiągnięcia naszych przodków. Wiele razy tak się wydarzyło w historii świata, że imię pojedynczego człowieka zacierało się, a jednak jego idea czy dzieło były kontynuowane. 

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"