Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



04.01.2022

Dane klientów HPE przejęte w...

HPE poinformowało, że dane klientów zostały przejęte w wyniku naruszenia dotyczącego jego...
04.01.2022

Bezpieczny dostęp

Citrix rozszerza swoje rozwiązania z zakresu bezpiecznego dostępu.
04.01.2022

Ochrona pracy zdalnej

Fortinet przedstawił spójną koncepcję zabezpieczania środowiska IT w firmach, które...
04.01.2022

Rozwiązania dla Linuxa

Red Hat poinformował o udostępnieniu rozwiązania Red Hat Enterprise Linux 8.5.
04.01.2022

Usługi chmurowe

Strefa lokalna AWS w Polsce
04.01.2022

Nowy laptop należący do serii...

ASUS VivoBook Pro 16X to nowy laptop należący do popularnej serii VivoBook. Przeznaczony...
04.01.2022

Do fizycznej wirtualizacji...

QNAP zaprezentował urządzenie nowej generacji do wirtualizacji sieci – QuCPE-7012 –...
04.01.2022

Dla przemysłu

Transcend prezentuje bezpieczne dyski SSD zgodne ze standardem Opal SSC 2.0. Oba dyski...
04.01.2022

SI w monitoringu

Firma i-PRO, mająca swoje korzenie w Panasonic, wprowadziła do swojej serii S kamery typu...

Czerwoniutka cegła

Data publikacji: 20-12-2018 Autor: Maciej Lelusz

Weźmy takiego murarza. Być dobrym w tym fachu to nie taka prosta sprawa. Po pierwsze, kto chciałby wstawać o czwartej rano, pakować się do busa, jechać Bóg wie gdzie na budowę i czy zima to, czy lato, nurzając się w wilgotnym cemencie, ustawiać mozolnie cegłę za cegłą. Co więcej, opisana sytuacja jest już komfortowa. Finalny etap ścieżki kariery. Bo żeby stać się murarzem, trzeba swoją pańszczyznę odrobić – kilkanaście lat pracy pomocnika na budowie, później kilkanaście zim tachania cegieł za mistrzem, następnie pół wieczności jako czeladnik.

 

Zaawansowany reumatyzm i nadwyrężony kręgosłup dadzą znać, że oto czas mistrzostwa nadszedł, że już sami możemy murować. Do tego nie ma w tym ani krztyny tak bardzo uświęconego w dzisiejszych czasach lansu i sukcesu. Widzieliście, żeby ktoś wrzucał fotki na Instagrama, jak muruje w deszczu albo jak ciężko sunie z taczką pełną zaprawy przez błoto? Mało w tym obrazu sukcesu, blichtru i kolorów… A to nie nastraja ludzi do tego, żeby rozpoczynali swoją przygodę z murarstwem. Za dużo czasu, potu i trudu, a za mało bycia sexy-jazzy-funky. Dlatego od lat jest problem z murarzami. Biorą więc wszystkich jak leci – umiesz Janusz cegły ustawiać? Umiem! To chodź, będziesz murarzem. Następuje wzrost wypłat i często spadek jakości.

Na Zachodzie, jak ktoś się uprze, że chce dom z czerwoniutkiej cegły, to „drukuje” się taką rezydencję w fabryce i gotowe prefabrykaty zwozi na budowę, gdzie z ciężarówki od razu ustawiane są na właściwym miejscu. Z kolei w przypadku budowy na dużą skalę żelbetowe szkielety wieżowców murowane są ściana za ścianą przez maszyny. Jest szybciej, niekoniecznie taniej, ale pewnie i stabilnie. Jest kontrola i mniejsze ryzyko, że jak się murarz zwolni (akurat TEN murarz, co go z trudem znaleźliśmy i zna się na fachu), to terminy nie zostaną zawalone. Może na pierwszy rzut oka taka maszyna jest absurdalnie droga, ale o ile szybciej i wyżej można z nią działać.

Kolejna sprawa, że jak ma się już tę maszynę do murowania, to operator ma fajną pracę – steruje przecież wielkim robotem. Fotki z kabinki: w musztardowych dżinsach, zakręcony wąs pod żółciutkim kaskiem – „paczcie, ile ścian postawiłem!”. Nawet koleżanka przy kraftowym piwie może spytać – czym się zajmujesz, książę? Jestem Senior Robotic Operator. Moim podwładnym jest Neon Genesis Evangelion. Czyż nie lepiej? Aż się człowiek do roboty rwie, bo na pierwszy rzut oka praca prawie jak u Tony’ego Starka w Stark Industries. Praca z maszyną, a nie walka z naturą. Wiele ułatwień jest już w programie, nie trzeba poświęcać lat na specjalizację, po kilku miesiącach można już być seniorem... Niepotrzebne są korzenie w rodzinie murarzy, żeby stawiać ściany, domy, szpitale.

Demokratyzacja dostępu do wiedzy i znaczne spłycenie wymaganego poziomu pozwalającego na jej zastosowanie sprawiają, że można co chwilę zmieniać ścieżkę kariery. Dzisiaj murarz, jutro DevOps, pojutrze lajf kołcz albo trener jogi. Zdaje się już niemożliwe przykucie na życie do jednego zawodu. Z jednej strony to na pewno dobrze, bo osiągnięto taką sytuację dzięki korzystaniu z wieloletnich doświadczeń i fenomenalnemu wręcz uproszczeniu wielu technologii, co pozwoliło na bezprecedensowe dotychczas tempo formowania specjalizacji. Jednak z drugiej strony wspomniana standaryzacja i przesunięcie wiedzy i doświadczenia z białka w krzem może spowodować, że wiele jednostek zatraci kreatywność, na której wykształcenie potrzeba czasu i pracy organicznej.

Temat murarza może się wydawać abstrakcyjny, ale gdy się na niego spojrzy z perspektywy, która jest nam bliższa, nietrudno zmapować opisane problemy na branżę IT. Próg wejścia wydaje się potężny – ponad 30 lat historii użytkowego IT, miliardy modeli urządzeń, setki trzyliterowych skrótowców, zasady, haczyki – to implikuje tony doświadczenia, które bezpośrednio przeliczyć można na czas niezbędny do ich zgłębienia. Automaty nie powstają po to, aby ułatwić nam życie, tylko sprawić, że wypracowane przez lata standardy czy rozwiązania będą możliwe do utrzymania w postnerdowskim świecie. Którego reprezentanci stają się powoli współpracownikami, jak również klientami. Oni nie chcą słuchać o błocie oraz zimnie i smutnej drodze IT. To pokolenie sukcesu, gdzie wszystko jest możliwe szybko, a kreatywność nie ma wektora skierowanego w organiczną pracę, ale w przyszłość. Tam przed nami rozwiązania nie mają tak ciężkiego bagażu przeszłości.

 


Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"