Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



10.06.2019

Inteligentne zarządzanie...

W dniach 11, 12 i 13 czerwca – odpowiednio – w Gdańsku, w Warszawie i w Katowicach,...
27.05.2019

Rozwiązania na platformie GCP

Citrix SD-WAN i Citrix ADC
27.05.2019

Chmura hybrydowa

Dell Technologies Cloud
27.05.2019

Uproszczona komunikacja

Cisco Webex
24.05.2019

Konferencja IT Manager of...

W dniach 12–14 czerwca w Sopocie odbędzie się konferencja IT Manager of Tomorrow 2019. To...
24.05.2019

Ochrona sieci

Fortinet FortiOS 6.2
24.05.2019

Mniejsza złożoność

Rittal VX25 Ri4Power
24.05.2019

All-in-one NAS

QNAP TDS-16489U R2
24.05.2019

Układy SoC

AMD Ryzen Embedded R1000

Poświęcenie wyznawCUW

Data publikacji: 21-01-2019 Autor: Maciej Lelusz

Rosną jak grzyby po deszczu. W każdym mieście większym od Jelitkowa Dolnego jest przynajmniej jedno. Gdziekolwiek spojrzysz, doznajesz olśnienia – widzisz kolejny znak Wielkiej Globalnej Marki, której jasność wiekuista przyćmiewa mrok biedy i nierówność klas, jakie sama nakręca. Tylko ci, którzy Wielkim Globalnym Markom oddali w ofierze swoje życie, stali się jednostkami, które odniosły sukces… A inni? Jacy inni? Ten element krajobrazu, który gotuje, sprząta i wbija na kasie kod kreskowy towaru? Oni są spoza elit.

To ogromne poświęcenie i ofiary składane na ołtarzu korporacyjnych Centrów Usług Wspólnych odciskają piętno. Piętno, którego nie da się zmyć. Do tego cały czas coś wewnątrz uwiera i nabrzmiewa… aż do momentu pierwszego nieudanego awansu. Wówczas gdy ktoś inny zostaje starszym akolitą, budzi się w sercu gniew. Porzucają oni wówczas kościół swój na rzecz innego, gdzie przyjmują ich z otwartymi ramionami… I tak cykl się powtarza. Żyjemy w świecie wiecznego sukcesu, gdzie zmiana też jest sukcesem, może mniejszym niż awans, ale zawsze jakimś. To dzięki niemu jest co w soszjal media wrzucić, o czym pogadać na lunchu przy jarmużowym szejku lub na wieczornych tapaskach przy kieliszku cavy. Wielu jest również takich, którym silna wiara i ofiary pozwalają wspiąć się wysoko w hierarchii. Jest ich stosunkowo niewielu, ale lśnią przykładem dla mas, a o ich czynach śpiewane są pieśni na mitingach. Cel lśni wysoko na firmamencie CUW, tuż za szklanym sufitem, który z perspektywy juniora jest tak wysoko, że w zasadzie go nie widać.

Czasami bracia słabi w wierze, jak również i ci silniejsi pękają i opuszczają centra. Okazuje się wówczas, że to, co wydawało się niezbędne do życia, a na co nie starczało czasu, jest w zasięgu ręki i nie jest takie trudne do osiągnięcia lub zrobienia. Ba, nawet cieszy. Co więcej, bardziej się to widzi i docenia dopiero wtedy, gdy się to straciło. Niestety po odejściu często spada się z wysoka i powrót do rzeczywistości bywa trudny. Gdy pracowało się po 14 h dziennie, to śniadanie, obiad i kolacja zawsze były gotowe w pobliskiej knajpce, dom posprzątany przez koleżankę zza wschodniej granicy, a tryptyk – fizykoterapeuta, trener personalny i dietetyk – tylko czekał, aby ratować wymęczone ciało. Wtedy okazuje się też, że ciało nie było zadbane tak dobrze, jakby się zdawało. Zbyt intensywne użycie – wieczny stres, jedzenie w pośpiechu, olimpijskie tempo, kilkanaście godzin na dobę przed monitorem, a później po pracy fitness i wóda – dało się we znaki. Fakt, trójca pomocników była zawsze na zawołanie, ale tylko w kontekście objawów. Dopiero po wydaleniu lub odejściu z zakonu prawdziwe problemy wychodzą na wierzch. Co więcej, nie ma się też za bardzo komu pożalić, bo znajomi albo w CUW, albo odeszli w nieznane wraz z nadejściem Piętna. A w życiu wiecznego singla zazwyczaj nie było miejsca na kontakty z kolegami ze starej paczki. Dominuje uczucie jak po lobotomii. Chociaż… gdzieś tam w głębokiej jaźni migają jeszcze obrazy znajomych, którzy wrzucali zdjęcia z budowy domu, pierwszych kroków dziecka czy spotkań i wyjazdów.

Takie połączenie samotności, nierzadko gorszego statusu materialnego oraz fizycznego wyczerpania może poprowadzić człowieka w dwie strony – tą łatwiejszą, czyli całkowitego upadku, lub trudniejszą związaną z samodoskonaleniem się, autorefleksją i budowaniem lepszego siebie dla siebie. Jako że pierwsza droga jest oczywista, nie ma się co w nią zagłębiać – dosłownie i w przenośni. Druga trasa jest o wiele bardziej zawiła, a dzięki temu i interesująca. Wydaje się, że oprócz lepszego siebie można zyskać w ten sposób zdecydowanie bogatsze otoczenie, lepszą jakość życia prywatnego i zawodowego, a co za tym idzie, lepszą i bardziej wartościową niż uprzednio pozycję społeczną. Człowiek nie wypala się aż tak szybko i tak ostatecznie. Nie rozsypuje się w rękach ot tak. Pracuje, żeby żyć, a nie żyje, aby pracować. Pozostawia coś po sobie, a nie tylko zachwyca się tymczasowością usługi i świątyniami CUW, których czas niedługo minie.

 


Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"