Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Artykuły powiązane

Zobacz także:

Nowe zasady jawności

Przetargi Publiczne

Umowa bez decyzji sądu

Przetargi Publiczne

Pobożne życzenia

Przetargi Publiczne


25.10.2019

Skalowalna infrastruktura

Red Hat OpenStack Platform 15
25.10.2019

Cienki klient 2.0

Windows Virtual Desktop
25.10.2019

Nowy sprzęt Microsoftu

Rodzina Surface się powiększa
24.10.2019

Serwery ARM

Oracle stawia na Ampere Computing
24.10.2019

Wszechstronny i elegancki

Dell XPS 15
10.10.2019

CYBERSEC EXPO - największe w...

Bezpieczeństwo cyfrowe nie jest problemem dotyczącym jedynie działów IT. Obecnie stanowi...
30.09.2019

Nowości w wirtualizacji

VMware World 2019
30.09.2019

Bezpieczeństwo mobile-first

Android 10

Na słuchawce

Data publikacji: 22-03-2019 Autor: Maciej Lelusz
Tagi:    szkoda

Zastanawia mnie, że ludzie w zasadzie bez przerwy muszą się komunikować – przez komórkę, Skype'a, Messengera, Vibera, WhatsAppa, FaceTime’a itd. Jakby im w pracy za mało było. Ba! Oni wisząc na tych callach, wideokonferencjach, czatach przed robotą, po i w jej trakcie potrafią jeszcze mówić o innych telko. Niezgłębiony jest to poziom incepcji.

 

Dla przykładu ostatnio metrem jechałem. Nie było to metro jakieś rozległe, dwie linie. Nie żaden wielki świat – trasa ze Śródmieścia na Kabaty. Tylko przycupnąłem na wolnym miejscu, a ten zaraz się przysiadł. Jak w „Dniu świra”: wiedziałem, jak tylko go zobaczyłem, że podejdzie do mnie, że usiądzie. Usiadł. Garniturek, biała koszulka, buciki z polsko-włoskiego mezaliansu. Czytałem wówczas bodaj „Wpływ narkotyków na twórczość ludową północnej Transylwanii”, byłem gdzieś na wysokości sporyszu, a on zaczyna… – Od kiedy startujesz swoje? Ja z zespołem obstawiam strefę Chicago, mamy nieźle, startujemy przed południem. Wcześniej maile, spotkania wewnętrzne, wiesz – taka bieżączka. No a ty? Dubaj? Przechlapane. Siedzisz na słuchawce od 6. To co, zrywka z rana o 4, godzina do biura i zaczynasz, nie? No, ale bez tych telekonferencji nic by się nie dało zrobić. Też siedzisz na spotkaniach cały dzień. Super! Masz zgrany zespół, fajnie macie tam, u nas mało spotkań. Wszyscy robią, jak chcą, nikt nie mówi o procesie. Wyobrażasz to sobie? Tylko rano szybki scrum metting, pięć minut, a późnej od południa spotkania z ekspertami i na koniec dnia podsumowanie. Bez sensu, nie!? A celebracje masz często? Co tydzień? Wow, super. Tak, te celebracje lubię najbardziej – cały dzień dzielimy się wiedzą, rozmawiamy, każdy może poruszyć interesujący go temat! Szkoda, że u nas są tylko co dwa tygodnie. Powinni to zmienić. Co tydzień. Tak, co tydzień byłoby super pogadać o procesie, wszystko zrozumieć, podzielić się tym z innymi.

Intrygujące jest to, że można człowieka zaciekawić i obrzydzić w tym samym momencie. Mimowolnie słuchając tej rozmowy, przeszedłem wówczas wiele stanów – poczynając od zdenerwowania, przez zaintrygowanie, od odrzucenia po rozbawienie. Trochę to był śmiech przez łzy, bo niezrozumiałe dla mnie było, że można odnaleźć sens pracy w spotykaniu się. Co więcej, ciekawe jest to, że urosła wokół tego cała kultura. Konfcallowcy, tak ich roboczo nazwijmy, mogą w zasadzie istnieć sami dla siebie. Przypomniało mi to scenę z amerykańskiego serialu „How I meet your mother”, gdzie Barney Stinson zapytany, co robi w pracy, nie potrafił odpowiedzieć, natomiast później w kolejnych odcinkach widz mógł się dowiedzieć, że w zasadzie to cały czas jest on na spotkaniach. Wówczas mnie to bawiło, myślałem, że to dowcip. Teraz, gdy przyglądam się odmętom ładu korporacyjnego, widzę, że to może być sens pracy. Ba, jak się okazało po podsłuchaniu rozmowy w metrze, również sens życia.

Zastanawiając się nad tym wszystkim chwilę, można zaryzykować stwierdzenie, że samo wykonywanie pracy sensu stricto nie jest już potrzebne, żeby pracować. Można się tylko spotykać i mówić o pracy. To jak spotkania Sokratesa ze swoimi uczniami – żyli, by dyskutować, dywagować, rozmawiać o życiu, czasie i człowieczeństwie. Konfcallowcy zachowują się podobnie – spotykają się w grupach, czasem dużych, czasem mniejszych, zamykają się w salkach, podłączają się do wideokonferencji i rozmawiają o pracy. W zasadzie tylko na to mają czas. Podsumowują problemy, monitorują ryzyka, a jak ich nie ma, to je wymyślają. Na jednego inżyniera przypada dwudziestu menadżerów. Wszyscy zarządzają, a pracę wykonuje pan Heniek w piwnicy. Są jak ortodoksyjni Żydzi studiujący Torę – całe życie poświęcają zgłębianiu prawdy, nie mając czasu, by ją wdrażać w życie. Bo kiedy mieliby o niej rozprawiać? Praca nie jest godna, nie jest warta kropli potu. Dyskusja to Graal.

Przewrotnie myślę, że to jednak dobrze. Dużo ludzi ma pracę, z misją, na wysokim szczeblu, często dobrze płatną. Szkoda tylko, że coraz trudniej o specjalistę, kogoś, kto umie bramę zespawać, zlew przepchać czy skręcić dobrego kebaba. Wszyscy chcą bowiem siedzieć w biurze, na callu, przy kawie, źródlanej wodzie i darmowych owockach na 47. piętrze kolejnego biurowca.

 


Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"