Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



25.10.2019

Skalowalna infrastruktura

Red Hat OpenStack Platform 15
25.10.2019

Cienki klient 2.0

Windows Virtual Desktop
25.10.2019

Nowy sprzęt Microsoftu

Rodzina Surface się powiększa
24.10.2019

Serwery ARM

Oracle stawia na Ampere Computing
24.10.2019

Wszechstronny i elegancki

Dell XPS 15
10.10.2019

CYBERSEC EXPO - największe w...

Bezpieczeństwo cyfrowe nie jest problemem dotyczącym jedynie działów IT. Obecnie stanowi...
30.09.2019

Nowości w wirtualizacji

VMware World 2019
30.09.2019

Bezpieczeństwo mobile-first

Android 10

Zepsuje się

Data publikacji: 23-05-2019 Autor: Maciej Lelusz

Monitoring i 24-godzinne wsparcie, reklamowane jako walory dostarczanej usługi, są bezsensowne. To jakby ktoś powiedział: „kup Pan u mnie rozwiązanie, które jest tak beznadziejne, że trzeba to mieć na oku non stop, o każdej porze dnia i nocy, i które na pewno się zepsuje, ale nie ma co się martwić, bo za Twoje pieniądze jakoś je naprawimy”. Jak można traktować to jako zaletę? Trzeba uznawać swoich klientów za kretynów z uszkodzeniem tej części mózgu, która odpowiada za sprawne działanie funkcji poznawczych.

 

Mam wrażenie, że takie atuty wywleka się na wierzch wtedy, gdy usługa ma niewiele innych zalet. Wtedy lecą monitoring, ekspercka kadra, wsparcie 24/7, superczyste biurka, ładne koszulki, skoszony trawniczek dookoła. A o samej usłudze informacji jakby niewiele. Też spotykacie się z takimi hmm... ofertami? Można się teraz obruszyć, bo przecież bez tych małych i jakże ważnych dodatków nie da się zdziałać czegoś dobrego. Pewnie! Tylko to nie może być główną zaletą! IT jest już na takim poziomie rozwoju, że serwis czy monitoring są standardem – jak darmowa wódka w klubie go-go… wliczone w cenę, przemilczane, dobrze wykorzystane. Nie ma o czym gadać, takie funkcje się ma – to oczywiste. Bez nich usługa w ogóle nie powinna istnieć. Sytuacja analogiczna jak przy tworzeniu sieci, gdzieś tam, na którejś warstwie, potrzebny jest sprzęt sieciowy. Nikt się tym nie chwali, odpowiednie urządzenia tam są. Dlatego sam opis usługi może dostarczyć sporo informacji o jej jakości – odrobina czujności pozwala zauważyć pływające boje, które informują nas o tym, że gdzieś tam czai się mielizna.

Ostatnio przegryzając się przez jeden czy drugi opis usługi, czerstwy niczym chleb zapomniany gdzieś tam w rogu półeczki w dyskoncie, mogłem się założyć, że po minucie lektury dojdę do jakże wyśmienitej informacji, że w dostarczanej infrastrukturze również uwzględniono backup. Brawo! Za nami jakieś 30 lat dostępnego dla mas IT, a tu w opisie dużymi literami zaznaczone, że wykonują kopie zapasowe! Informacja, która ma sprawić, że serce konsumenta nagle mocniej zabije, a endorfiny tym wywołane sprawią, że wartkim strumieniem popłyną kilo złotówki. Na jakie przebrzmiałe hity można jeszcze trafić? Dwa centra przetwarzania danych – jedno w Jelitkowie Dolnym, drugie w Posoczycy Plamistej… Tutaj warto zatrzymać się, ta cenna informacja akurat wymaga chwili kontemplacji. Bo trzeba mieć polot i nie lada wyobraźnię, aby w takim padole wybudować ośrodek przetwarzania danych, a później znaleźć jeszcze większą dziurę i postawić drugi. Można to uznać za zaletę – przynajmniej nie grozi im atak nuklearny. W zasadzie nic im nie grozi, bo nikt nie wie, gdzie to w ogóle jest.

Teraz możemy przejść płynnie do kolejnej fenomenalnej pozycji. Taki must have każdej firmy, która opiera swoją egzystencję na podłym wykorzystaniu różnic klasowych – zespół. Nie mówię tutaj o naturalnych talentach z Jelitowka i Posoczycy, bo im nic nie można zarzucić. Na to, gdzie się urodzili, nie mieli wpływu, a i pewnie młodość była fajna – saletra z cukrem i podrywanie dziewczyn na sobotnich dyskach na kartridże z Contrą. Później otworzyło się data center, a że oni od zawsze kompy, kable i wtyczki lubili, to jakoś tak poszło. Szanuję takich ludzi bardzo, bo dzięki ciężkiej pracy wiele wiedzą i dużo potrafią, a dzięki wręcz nieprawdopodobnemu szczęściu nie musieli emigrować – bo akurat na tym dobrze im znanym końcu świata wybudowano DC. Wiedza i szczęście. Wystarczy dorzucić Hinduską Piękność i w zasadzie mamy gotowy burzliwy romans z big data w tle, rodem z Bolywood. Zostawmy jednak autochtonów. Nie dało się bowiem na nich oprzeć całego biznesu. Dwie osoby to co prawda zespół, ale firma się rozwijała i ściągała z niezbyt wielkich miast niczego sobie specjalistów – naturystów można by rzec. Programują, kablują, fabricki ustawiają, maszyny wirtualne łupią aż miło. Żadna robota im niestraszna. Biznes się kręci. Tylko czasem marzą chłopaki wieczorami, siedząc przy piwku, o IBU takim, że tylko łańcuchy od roweru można by myć, o wypłatach zza wschodniej granicy.

A na górze, na pięterku, w pokoiku z klimką, ekspresikiem, kaweczką i komputerkiem, siedzi Przebiegły Wąż. Lśniący taki, patrzy z góry na tę za unijne złotóweczki wybudowaną fabrykę możliwości. Ten kaganek rozwoju w mroku wykluczenia cyfrowego… Patrzy i pisze. Laptopik ma taki mały, ale drogi. Pisze tam sobie, że obserwuje 24 na dobę, że backup, i tak tworzy tę obraźliwą ofertę. Buduje ją, ale nie ma pojęcia dla kogo i po co. Chciałby start-up pewnie założyć, ale ciągle mówi żonie, że na pomysł czeka. Wystarczy, że jeszcze dwa lata wytrwa, później się coś wymyśli. Może chlewnia albo ferma kurczaków? Spalarnia albo wysypisko… o to, to.


Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"