Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



17.09.2019

PLNOG23 czyli sieci 5G,...

Największa polska konferencja telekomunikacyjna powraca do Krakowa! Wśród nowości ścieżka...
05.09.2019

Cloudya – nowa usługa NFON

Po ponad dekadzie ciągłego rozwoju technologii Cloudya, swobodna i niczym nie ograniczona...
02.09.2019

Na dużą skalę

Kaspersky Hybrid Cloud Security
02.09.2019

Bezpieczny brzeg sieci

Fortinet Secure SD-Branch
02.09.2019

Nowoczesne centra danych

AMD EPYC
30.08.2019

Dostęp do AI i ML

VMware Cloud Foundation
30.08.2019

Lekkość i moc

Toshiba Portégé A30-E
30.08.2019

Bez przestojów

APC Easy UPS On-Line
29.08.2019

Duże moce

Lenovo ThinkSystem SR635 i SR655

Mistrzowie Europy w futbolu amerykańskim

Data publikacji: 23-05-2019 Autor: Michał Jaworski

Nie ma wątpliwości, że przez ostatnie dwadzieścia lat Europie nie udało się praktycznie w żadnej dziedzinie związanej z IT nawet zbliżyć się do liderów. Amerykanie ciągle w żółtej koszulce, Chiny stały się poważnym challengerem.

17 kwietnia 2019 roku Komisja Europejska ogłosiła oficjalnie, że na prace badawcze w obszarze technologii cyfrowych zamierza wydać w latach 2021–27 ponad 9 miliardów euro. Czy tym samym Bruksela ogłosiła, że tworzy zespół futbolu amerykańskiego, który ma za pięć lat wygrać Super Bowl? Ktoś się wystraszył? Hmm… No właśnie.

Na naszym kontynencie wydano miliardy na badania, centra transferu technologii i na kolejne raporty o konieczności inwestycji. Od lat mówi się o jednolitym rynku cyfrowym. Europa ma znakomicie rozwinięty szybki internet, bardzo dobry ekosystem start-upów, uniwersytety i… I ciągle jesteśmy konsumentem azjatyckiej elektroniki i amerykańskiego oprogramowania. Czy – tak jak to miało miejsce nieco ponad 50 lat temu w przemyśle lotniczym – jesteśmy w stanie stworzyć nowe technologie, zbudować konkurencyjne produkty i zdobyć rynkową przewagę?

Dorzućmy kolejną łyżkę dziegciu. Nawet kiedy pojawi się coś zupełnie nowego, a tak stało się w przypadku wybuchu zainteresowania sztuczną inteligencją, szybko okazuje się, że Stanford, Harvard i dziesiątka kolejnych uniwersytetów zza oceanu tworzą 50% wszystkich prac dotyczących tego tematu. Następnych 35% tworzą ludzie z tych samych uniwersytetów, ale pracujący w największych firmach technologicznych świata. Dopiero potem pojawiają się inni, przy czym często okazuje się, że Izrael dorównuje osiągnięciami największym krajom europejskim (niekiedy nawet razem wziętym). Chińczycy nie publikują dużo, pewnie nie mają czasu, zajęci przygotowywaniem wniosków patentowych i przetwarzaniem prac teoretycznych na praktyczne zastosowania. I tak jak było z AI, tak samo będzie z komputerami kwantowymi i z każdą kolejną technologią IT. Co się z nami stało?

Myślę, że chodzi o trzy rzeczy. Jeśli ich nie zmienimy, pozostaniemy peryferiami współczesnego świata. Pierwsza to synchronizacja tempa uruchamiania programów badań naukowych z tempem zmian w technologii. Europa najpierw długo myśli, potem jeszcze dłużej konsultuje, następnie rozpoczyna powolny proces uzgodnień, zatwierdza środki, rozpisuje konkursy, uwalnia granty… To trwa latami. Wszyscy znamy prawo Moore’a mówiące o podwojeniu mocy obliczeniowej co 18 miesięcy. Ale czy wszyscy zdajemy sobie sprawę, że sprzęt dedykowany do zagadnień AI w ciągu ostatnich lat podwajał moc co trzy i pół miesiąca? Coś, co trzy lata temu było ciekawym zagadnieniem badawczym, dzisiaj zostanie rozwiązane brutalną mocą nowego sprzętu.

Drugie zagadnienie to także kwestia tempa. Naukowcy europejscy mają czas. ASAP nie oznacza bynajmniej na dzisiaj wieczór czy do końca tygodnia, ale „powiedzmy, że do wakacji (jeśli się uda)”. Przemysł nie ma tyle czasu i nie znajduje wspólnego języka z nauką na Starym Kontynencie. Strony rozchodzą się rozczarowane – jedni nie rozumiejąc, dlaczego mają słono płacić i długo czekać na niepewne, drudzy nie pojmując, skąd ten pośpiech. No i dlaczego rezultatem nie może być ani publikacja, ani dysertacja.

Trzecim zagadnieniem jest rozliczalność. Rozliczalność rozumiana jako konkretny rezultat i możliwość wdrożenia efektów badań. Europejskie systemy sprawdzają prawidłowość rozliczenia faktur oraz abstrakcyjne – z punktu widzenia przemysłu – wskaźniki, takie jak liczba prac doktorskich, publikacji itp. Brak rozliczalności widać już na początku całego procesu, bo przyjmuje za dobrą monetę propozycje tematów przebrzmiałych, rozpracowanych i dalekich od przełomowości. Z kolei po zakończeniu projektu nie robi się oceny rzeczywistych efektów, raporty idą do szuflady, a zespół może aplikować o kolejny grant. Jednocześnie z powstaniem raportu o konieczności wydania kolejnych N milionów na dalsze badania nad XYZ na rynek trafia działający XYZ (made in poza-Europą), kosztujący co najwyżej parę tysięcy złotych.

Tempo zmian, o jakim piszę, przestaje być charakterystyczne tylko dla IT, ale staje się czymś zwyczajnym we wszystkich gałęziach gospodarki. Europa wyda ponad 9 mld euro naszych podatków na badania nad HPC, AI, cyberbezpieczeństwem i innymi. Polska przygotowuje podobny program wart kilkaset milionów złotych. Myślicie, że coś się zmieni czy zostanie po staremu?


Michał Jaworski – autor jest członkiem Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Pracuje od ponad dwudziestu lat w polskim oddziale firmy Microsoft.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"