Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



25.10.2019

Skalowalna infrastruktura

Red Hat OpenStack Platform 15
25.10.2019

Cienki klient 2.0

Windows Virtual Desktop
25.10.2019

Nowy sprzęt Microsoftu

Rodzina Surface się powiększa
24.10.2019

Serwery ARM

Oracle stawia na Ampere Computing
24.10.2019

Wszechstronny i elegancki

Dell XPS 15
10.10.2019

CYBERSEC EXPO - największe w...

Bezpieczeństwo cyfrowe nie jest problemem dotyczącym jedynie działów IT. Obecnie stanowi...
30.09.2019

Nowości w wirtualizacji

VMware World 2019
30.09.2019

Bezpieczeństwo mobile-first

Android 10

Na swoje podobieństwo

Data publikacji: 24-10-2019 Autor: Maciej Lelusz

Każdy przedsiębiorca ma taki moment refleksji, najczęściej kiedy już zaparkuje trzeci samochód przy drugiej żonie, że w życiu nie chodzi o to, żeby ciężko pracować, ale mądrze.

 

W umyśle rodzi się mu wówczas myśl, że praca po 16 h dziennie jest owszem rozwiązaniem na całe życie, ale będzie ono przez ten fakt znacząco krótsze. Tak więc nasz bohater postanawia się sklonować, co po dość pobieżnym rozpoznaniu tematu w internecie okazuje się niestety wciąż niemożliwe lub nielegalne. Zadumany, zafrasowany postanawia podzielić się wiedzą – zatrudnić i natchnąć jakiegoś niczego się niespodziewającego przyszłego pracownika. Rozpoczyna szukanie, płaci za ogłoszenia, przerzuca setki CV jak chłop gnój na wiosnę, wybiera, ogląda, aż w końcu się decyduje. Nasz bohater uradowany oczekuje więc na młodego, zdecydowanego, dynamicznego i z szerokimi horyzontami padawana… Uczeń wreszcie pewnego dnia pojawia się z rana i siada. I tu konsternacja – co zrobić z gagatkiem? Bez instrukcji przyszedł, bez nawet krótkiej notatki, jak używać. Nasz zmęczony życiem, ale pełen nadziei przedsiębiorca wpada na pomysł – nauczać, ufać, ale kontrolować. I zaczyna się jazda – nie tak, nie tu, nie w to. Może i biedaczyna młody, junior, nawet jakiś pomysł ma, ale od zawsze robimy to tak, a nie inaczej! Kierat się kręci, kreatywność umiera, obroty spadają, a z 16 h dziennie robią się 22 h.

Zastanawiające jest, że szukając człowieka do współpracy, szybko i często ginie gdzieś przedrostek „współ-” i finalnie okazuje się, że trzeba skupić się na pracy i nie gadać. Wydawałoby się, że siła tkwi w różnorodności, że każdy z nas jest inny, że widzimy świat inaczej i możemy tę cechę kreatywnie wykorzystać w pracy. Szukanie albo modelowanie współpracownika na swoje podobieństwo jest błędem tak częstym, że aż przykrym. To zabijanie potencjału. Pozwólmy ludziom ze świeżym podejściem komentować działania i plany, być partnerami w dyskusji, a nie wyłącznie wyrobnikami wykonującymi katorżniczą pracę. Traktowanie bliskie niewolnictwa, nie współpracy.

Siła zespołu płynie z jego różnorodności. Trzeba dyskutować, a nie stosować tak ukochany przez wielu mikromanagment. Dać ludziom trochę przestrzeni, za co oni w zamian z uśmiechem dadzą nam jej o wiele więcej. Oczywiście zasady organizacji, standardy, utarte szlaki i sprawdzone metody nie znikną nagle. Jednak kto zabroni je ulepszać? Gdy dzień w dzień jeździ się do pracy tą samą wąską drogą, łatwo można przegapić nową, szerszą, wybudowaną obok.

Może takie tłamszenie wynika z naszego narodowego problemu – braku zaufania do drugiej osoby? Mit? Ta utrudniająca wszystkim życie cecha objawia się w wielu miejscach – weźmy na tapet ot choćby umowy na wykonanie prostych prac. Mamy tendencję do robienia z tego 180-stronicowych potworów, pełnych tłustych paragrafów, kar, wymogów, obwarowań i przecinków skrupulatnie ustawianych przez armie prawników. To również przekłada się na pracę, na relacje z kolegami – nie ufamy, sprawdzamy, rejestrujemy, pilnujemy jak więźniów na spacerniaku. Niuchamy, czy Facebooka włączyli, czy na YouTubie siedzą, zamiast ryć w SAP-ie czy w konsoli… A wystarczyłoby może zmienić atmosferę, porozmawiać, trochę inaczej zarządzić zespołem. Bo w sumie niech rzuci kamieniem pierwszy ten, co w robocie na FB nie wchodzi lub sobie jakichś głupot w internecie nie poogląda. W dobrze ustawionym i zgranym zespole czerpie się z różnic i specyficznych umiejętności każdego z członków, a nie krzyżuje i biczuje za niepowodzenia lub chwile słabości. Nie mówię oczywiście o patologii, ale o zwykłym ludzkim małym nieróbstwie.

Warto zacząć od celu – jasnego, zarysowanego grubą kreską na horyzoncie. Później odrobina pozytywnego myślenia, entuzjazmu w dążeniu do niego, rozmów z ludźmi i nawet największe gbury po jakimś czasie przekonają się i będą do owego celu dążyć. Zostawmy ludziom przestrzeń w tym biegu, ale kierujmy. Nie zostawiajmy ich samych, nie pozwólmy im zgubić nadziei i wiary w wizję, ale dajmy iść własną drogą, bo może się okazać lepsza od naszej. To ma sens, ale często wymaga od menedżera ciężkiej pracy nad samym sobą. Trzeba bowiem ogromnego, niezmąconego skupienia i wytrwałości, akceptacji zalet zespołu i ich słabości. Słuchać, kierować, ale NIE ROBIĆ za kogoś. Poprawiać, spać, rozmawiać, powtarzać. I tak mknąć do celu.


Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

prenumerata Numer niedostępny Spis treści

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"