Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



25.10.2019

Skalowalna infrastruktura

Red Hat OpenStack Platform 15
25.10.2019

Cienki klient 2.0

Windows Virtual Desktop
25.10.2019

Nowy sprzęt Microsoftu

Rodzina Surface się powiększa
24.10.2019

Serwery ARM

Oracle stawia na Ampere Computing
24.10.2019

Wszechstronny i elegancki

Dell XPS 15
10.10.2019

CYBERSEC EXPO - największe w...

Bezpieczeństwo cyfrowe nie jest problemem dotyczącym jedynie działów IT. Obecnie stanowi...
30.09.2019

Nowości w wirtualizacji

VMware World 2019
30.09.2019

Bezpieczeństwo mobile-first

Android 10

Święty Hackathon

Data publikacji: 24-10-2019 Autor: Michał Jaworski

Kiedy zawodzi wszystko, trzeba zorganizować hackathon. Gdyby dzisiaj do Houston dotarła wiadomość – mamy problem – to zapewne z Teksańskiego Tygodnia Hackathonu na orbitę poszłyby dziesiątki innowacyjnych pomysłów, co dalej robić.

 

Jakim cudem grupa zewnętrznych amatorów może znaleźć rozwiązanie tam, gdzie nie poradzili sobie wewnętrzni eksperci? Dlaczego miałbym przypuszczać, że mogą zaproponować świeże podejście do problemów, których istoty nie znają? Gdyby ktoś powiedział, że operacja, której mam się poddać, jest wynikiem castingu na chirurga podczas hackathonu, to uciekałbym gdzie pieprz rośnie. Spróbujmy zastanowić się, jaki sens mają ha­ckathony. Czy sami powinniśmy w nich uczestniczyć, organizować je lub wspierać? Niektóre z powodów mogą skłaniać do zorganizowania kolejnej takiej imprezy…

PR i show. To domena polityki, także polityki wewnątrzfirmowej. Liczy się tu i teraz. Wyniki nie są istotne, ważne są nagrody, zdjęcia na scenie, obecność uśmiechniętych zwycięzców, „budowanie wizerunku innowacyjnej i otwartej organizacji”. W sumie to nie takie szkodliwe, chyba że wydaje się komuś, że takie imprezy mają jakieś inne cele niż show. To znaczy, przepraszam, formalnie to może i mają, ale faktycznie to imprezy rozrywkowe.

Lenistwo i zachowawczość, czyli na Szwejka. Jesteśmy pod presją zwierzchników, by inicjować zmiany. Może nam się nie chcieć. Możemy być zwolennikami poglądu, że pomysły kierownictwa prowadzą organizację ku katastrofie. Hackathon pokazuje, że coś pilnie robimy, a jednocześnie stworzone tam rozwiązania są niegroźne dla naszego dolce vita, wdrożone zaś się nie sprawdzają. W najgorszym razie kupiliśmy trochę czasu.

Wentyl, czyli odwrotność Szwejka. Metoda na znalezienie ujścia dla frustracji, jaka istnieje w sztywnych strukturach firmy. Hierarchiczność i brak elastyczności budują wiele złej energii wśród pracowników. Kierownictwo wtedy organizuje hackathon. Niechże sobie porumakują, niechże się wyżyją, niech zejdzie z nich napięcie. Mają przynajmniej nadzieję, że uczestniczą w życiu firmy.

Era Wodnika. Czyli cudowne przekonanie, że wiara w sukces jest ważniejsza niż wiedza. Coaching personalny niesie nas ku osiąganiu wyższych celów, a najważniejsze w zespole są umiejętności miękkie i różnorodność. Dużo tego w ostatnich latach, nie tylko na hackathonach, oj dużo! Trzymajmy się z daleka. Czyż nie jest jasne, że zwycięski projekt zostanie wybrany na podstawie kryteriów niemerytorycznych? Warto pamiętać, że – co oczywiste dla czytelników „IT Professional” – wszystkie wymienione wyżej miękkie i puszyste cechy są ważne, ale jako uzupełnienie twardych umiejętności, a nie ich zastąpienie!

Ignorancja. Milcząco zakładaliśmy, że organizatorzy hackathonu są ekspertami w swojej dziedzinie, a całe przedsięwzięcie ma na celu zyskanie nowego spojrzenia, innowacyjnego rozwiązania itd. Nie zawsze jednak tak jest, co wychodzi przy ocenach przyniesionych pomysłów. Jeśli oceniający nie mają wiedzy, to wybór jest przypadkowy lub wynikający z przekonującej prezentacji. Takie hackathony mają tendencję do dryfowania w stronę PR i show, bo błyskawicznie widać, że to jedyna potencjalna korzyść. Zwycięskie projekty szybko umierają, no chyba że sytuacja firmy jest tak zła, że każdy realizowany projekt ją poprawia.

Uświadomiona ignorancja. To coś dużo ciekawszego. Może na przykład dotyczyć niewiedzy co do realnych możliwości technologii informatycznych. Zobaczcie, jak to wygląda z pozycji zarządu, powiedzmy CFO. Z jednej strony piszą, że zaraz roboty pozabierają miejsca pracy, a z drugiej ostatnie wdrożenie prostego CRM-a trwało w naszej firmie ponad rok. Co w tym IT jest science fiction, co jest na rynku i jest trudne, a co mamy na wyciągnięcie ręki? Jeśli hackathon organizowany jest w takiej sytuacji – to dobrze.

Każdy z wyżej wymienionych powodów może nas skłonić do organizacji lub uczestnictwa w hackathonie. Nawet jeśli sama idea angażowania ludzi tylko dla show czy dla spuszczenia z nich pary wydaje się lekko cyniczna, to przecież może stać się realnym pomysłem. W pewnych sytuacjach dobrze przemyślany hackathon może przynieść cudowną przemianę myślenia w zarządzie firmy, realną korzyść czy interesujące rozwiązanie. Ale jak każde lekarstwo musi być zażywane pod czujną kontrolą lekarza specjalisty!


Michał Jaworski – autor jest członkiem Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Pracuje od ponad dwudziestu lat w polskim oddziale firmy Microsoft.

prenumerata Numer niedostępny Spis treści

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"