Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



26.10.2020

Nowa wersja nVision

Można już pobierać nową wersję nVision
26.10.2020

Monitorowanie infrastruktury

Vertiv Environet Alert
23.10.2020

Telefonia w chmurze

NFON Cloudya
23.10.2020

Nowości w EDR

Bitdefender GravityZone
23.10.2020

Wykrywanie anomalii

Flowmon ADS11
23.10.2020

Mobilny monitor

AOC 16T2
22.10.2020

HP Pavilion

HP zaprezentowało nowe laptopy z linii Pavilion.
22.10.2020

Inteligentny monitoring

WD Purple SC QD101
22.10.2020

Przełącznik 2,5GbE

QNAP QSW-1105-5T

Nowa wojna przeglądarek

Data publikacji: 20-02-2020 Autor: Maciej Olanicki

Wiele wskazuje na to, że mamy okazję obserwować kolejną odsłonę trwających w zasadzie nieprzerwanie od niemal trzydziestu lat tarć i przetasowań charakterystycznych dla dynamicznego rynku przeglądarek internetowych. Nie brakuje też podstaw, by twierdzić, że to właśnie w bieżącym roku podjęte zostaną decyzje, które zdefiniują przeglądarkowy krajobraz na najbliższe kilka lat. Przyjrzyjmy się czynnikom, które kształtują ten proces, i zastanówmy się, kto tym razem okaże się wielkim zwycięzcą, a kto wielkim przegranym.

 

Wydarzeniem, które przez wielu komentatorów zostało uznane za punkt zapalny kolejnej odsłony wojen przeglądarek, była decyzja Microsoftu o porzuceniu rozwoju autorskiego silnika i zbudowaniu nowej wersji przeglądarki Edge na bazie nadzorowanego przez Google projektu Chromium. Edge w wariancie wykorzystującym silnik EdgeHTML nigdy nie zdobył większej popularności i dopiero po 4,5 roku od premiery wyprzedził pod względem udziałów w rynku Internet Explorera, osiągając 7%. Te niezbyt imponujące jak na domyślną przeglądarkę najpopularniejszego desktopowego systemu operacyjnego na świecie rezultaty mogły być sprzężone z nieśpiesznym zdobywaniem popularności przez Windowsa 10, gdzie przeglądarka ta jest dostępna na wyłączność, a także ze spóźnioną premierą wersji mobilnej, swoją drogą będącej zaledwie autorską nakładką Microsoftu na mobilnego Chrome’a. Jak widać, pewnym paradoksem jest więc mówienie o kolejnej wojnie przeglądarek właśnie teraz, kiedy rynek jest tak monolityczny, niemal w całości zdominowany przez oprogramowanie bazujące na Chromium. Przede wszystkim zaś mamy do czynienia z potężną przewagą Google Chrome, którego udziały szacowane są na pecetach na niemal 70% i zaledwie na kilka procent mniej na urządzeniach mobilnych.


PRZEGLĄDARKI CHROMOPODOBNE


Microsoft Edge nie jest oczywiście pierwszą udaną przeglądarką, która musiała uznać wyższość technologii i zabiegów biznesowych Google i w celu zachowania konkurencyjności przenieść swój produkt na bazę Chromium. Jednym z pierwszych i najgłośniejszych tego typu przypadków była rzecz jasna Opera, której twórcy w 2013 roku zaprzestali rozwoju autorskiego silnika Presto i – dość boleśnie dla końcowego użytkownika okrajając produkt z funkcji – napisali go od nowa na bazie Chromium. Dziś nieliczni twórcy nowych przeglądarek nawet podejmują walkę o stworzenie własnego silnika, biorąc na warsztat technologie opracowane pod okiem Google na potrzeby Chromium i dorzucając swoje trzy grosze. Wśród interesujących nowych przedsięwzięć w tej kategorii warto wymienić przeglądarki Brave oraz Vivaldi. Co ciekawe, obie wyrosły na zgliszczach drugiej wojny przeglądarek. Za Vivaldim stoi bowiem Jon von Tetzchner, współzałożyciel Opery, który porzucił projekt po wspomnianej migracji na Chromium. Jego ambicją jest odtworzenie na gruncie Chromium bogatej funkcjonalności, z której Opera słynęła przed 2013 r. Twórcą Brave’a jest zaś Brendan Eich, współtwórca Firefoksa i ojciec języka JavaScript, który przez moment piastował nawet w Mozilli funkcję dyrektora technicznego. Wyróżnikiem Brave’a jest blokowanie skryptów śledzących i reklam oraz umożliwienie użytkownikom zarabiania kryptowalut za oglądanie treści reklamowych dostarczanych przez wewnętrzną sieć. Wystarczy więc przeanalizować listę najpopularniejszych aktualnie przeglądarek i nowych propozycji, żeby zdać sobie sprawę, że na Chromium nie bazują już wyłącznie Safari oraz Firefox, z czego ta pierwsza ma dostępność ograniczoną tylko do produktów Apple, a udziały drugiej wyniosły w styczniu 2020 r. zaledwie 8,1%. Jeśli zatem w ogóle można w tej chwili mówić o wojnie przeglądarek, to jest to raczej wojna o przetrwanie jakiejkolwiek alternatywy wobec oprogramowania rozwijanego po egidą Google.

 

[...]

 

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"