Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



26.10.2020

Nowa wersja nVision

Można już pobierać nową wersję nVision
26.10.2020

Monitorowanie infrastruktury

Vertiv Environet Alert
23.10.2020

Telefonia w chmurze

NFON Cloudya
23.10.2020

Nowości w EDR

Bitdefender GravityZone
23.10.2020

Wykrywanie anomalii

Flowmon ADS11
23.10.2020

Mobilny monitor

AOC 16T2
22.10.2020

HP Pavilion

HP zaprezentowało nowe laptopy z linii Pavilion.
22.10.2020

Inteligentny monitoring

WD Purple SC QD101
22.10.2020

Przełącznik 2,5GbE

QNAP QSW-1105-5T

Idź do roboty!

Data publikacji: 27-08-2020 Autor: Maciej Lelusz

Nareszcie praca online wkroczyła na salony. Dotychczas większość łączy przeżywała takie obciążenie tylko wtedy, gdy wydano nowy album Zenka lub podczas live streamów z występów Mii Khalify w Dubaju. Z gracją i rozmachem carycy Katarzyny praca zdalna zamiotła suknią inne rodzaje pracy. Pokazywanie się w dresie, będąc delikatnie rozczochranym, nie tyle jest modne, co wręcz uchodzi za normę społeczną! Nie sposób więc nie zauważyć, że kreowane są nowe standardy – co jest sexi, a co wręcz przeciwnie. Na razie to fajna zabawa, bo oglądamy świat z innej strony. Okazało się, że szef też ma krzyczące dzieci, a główny księgowy dywan na ścianie.


Jednak nie oszukujmy się… Nie pracujemy z domu, my jesteśmy w domu i podczas kryzysu staramy się pracować. Aktualnie trudno bowiem mówić o jakimkolwiek komforcie zawodowym. Potrzeba trochę czasu, żeby oswoić się z nową sytuacją i – summa summarum – nie każdy jest stworzony, by codziennie nadawać ze swojego gniazda. Dla jednych praca zdalna będzie wybawieniem, cudownymi chwilami wypełnionymi kreatywnością, napędzaną polem energetycznym strefy komfortu. Inni zaczną łazić po ścianach, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, bo nieco więzienny klimat staje się nie do zniesienia wraz z upływem czasu. Tak jak wspomniałem: istotna też jest forma, w jakiej przyzwyczajamy się do pracy z domu. Aktualnie u większości osób wygląda to tak, że gwałtem z dnia na dzień zaanektowana została bawialnia dziecka, garderoba czy inna kanciapa na szczotki. Bezwzględnie zaburzony został mir domowy. Zaczęły się codzienne wspólne śniadania z rodziną, oglądanie szkoły w TVP, obiady, które trzeba ugotować, a nie kupić w zakładowej knajpce. Z jednej strony nastąpiło skomasowanie codziennych obowiązków – zacisze domowe przestało kojarzyć się ze spokojem, z azylem. Z drugiej strony dochodzi użeranie się z ilością pracy w pracy, aż do – trudnej do określenia – godziny końca etatu. Rzeczy dzieci zamieszkały w dużym pokoju, a tata na zmianę z mamą siedzą na piętrowych łóżkach, modląc się, aby kamerka nie drgnęła ani o milimetr. Forma, fakt, nieco inna, ale wciąż forma króluje – próbujemy za wszelką cenę pokazać swoją integralność, siłę i kontrolę. My pracujemy pełną gębą z domu, inni się męczą, podczas gdy w powietrzu hula śmiercionośny wirus. Nie robi to na nas żadnego wrażenia. Molibdenowe twarze, niewzruszone oblicza…


Czasem zdarza się, iż ktoś stwierdza, że na próżno rwać szaty. Cudowne jest to doznanie, gdy okazuje się, że pośród tych ludzi po drugiej stronie ekranu znajdzie się i Człowiek. Piękna sprawa. Zawsze gdy przeżywam takie telco, mam wrażenie, jakbym siedział z drugą osobą przy stole, w jej domu. Jakby mnie ktoś zaprosił do siebie, podzielił się częścią swojego świata. Trochę się zawsze wtedy pośmiejemy, pogadamy o tych małych najważniejszych sprawach, strachach i chciejstwach. Tematy służbowe zazwyczaj sprawnie się wtedy ogarnia, bo przecież zaraz będzie obiad, później dzieci trzeba umęczyć, może film, robota musi być wykonana szybko, aby czasu na życie wystarczyło. Wówczas objawia się upragniona produktywność zdalnej pracy – to wtedy, gdy lekko odpuszczamy i pozwalamy rzeczom się dziać swoim tempem, prędkość zdarzeń dopasowuje się płynnie do naszych wymagań. Kiedy nie walczymy, a pozwalamy nieść się, energia krystalizuje się efektami, a nie nerwicą.


Jedni z nas nakładają maski jak w biurze, wtedy drobne wpadki z tzw. życia frustrują (półnadzy partnerzy w kadrze, niedomknięta szafka z ubraniami czy też stos dziecięcych zabawek pośpiesznie ukrywanych poza kadrem, a tak podstępnie nagle wynurzających się na światło dzienne). Inni z kolei luzują, starają się jak mogą, ale w efekcie wygrywa założenie, że przecież są u siebie i „działają” na tyle, na ile pozwala im najbliższe otoczenie. Czy chodzi o formę, czy o gombrowiczowską ,,gębę”, to i tak możemy dowiedzieć się wiele o naszych rozmówcach oglądanych na monitorach laptopów lub telefonów. Ku zaskoczeniu okazuje się, że ludzie, których wcześniej nie podejrzewaliśmy o bycie ludźmi, naprawdę nimi są! Myślę, że po powrocie do biur doświadczenie pracy zdalnej pozwoli nam zapamiętać, że poza życiem firmowym każdy z nas ma własną strefę osobistą. Czeka w niej pies lub partner. Są w tej strefie arrasy na ścianach bądź rysunki Siudmaka. A mimo nieskazitelnego garnituru czy stylowej garsonki nasi rozmówcy – współpracownicy mają w tle kota szalejącego na firance albo kolekcję glinianych figurek. Dużo nam to da jako „znajomym z pracy” – w sumie byliśmy u siebie ,,z wizytą”, a to w gruncie rzeczy ważna sprawa. Wroga do domu się nie zaprasza.

 

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

prenumerata Numer niedostępny Spis treści

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"