Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



26.10.2020

Nowa wersja nVision

Można już pobierać nową wersję nVision
26.10.2020

Monitorowanie infrastruktury

Vertiv Environet Alert
23.10.2020

Telefonia w chmurze

NFON Cloudya
23.10.2020

Nowości w EDR

Bitdefender GravityZone
23.10.2020

Wykrywanie anomalii

Flowmon ADS11
23.10.2020

Mobilny monitor

AOC 16T2
22.10.2020

HP Pavilion

HP zaprezentowało nowe laptopy z linii Pavilion.
22.10.2020

Inteligentny monitoring

WD Purple SC QD101
22.10.2020

Przełącznik 2,5GbE

QNAP QSW-1105-5T

Co dalej z Windowsem 10?

Data publikacji: 29-10-2020 Autor: Maciej Olanicki

Od premiery „najlepszego z Windowsów” minęło pięć lat. Nie jest to już ten sam system operacyjny, z którym mieliśmy do czynienia tuż po premierze. Od wielu miesięcy w cyklu wydawniczym, programie testów QA, a zatem jakości samych aktualizacji można się jednak dopatrzeć poważnych mankamentów – jak wpłynie to na przyszłość systemu i obowiązki administratorów?

 

Przez pięć lat wiele podstawowych założeń, jakie przyświecały rozwojowi Windowsa 10, odeszło w niepamięć. Nic jednak na razie nie zapowiada, aby Microsoft zdecydował się na rezygnację z najważniejszego z nich – Windows 10 ma być ostatnim Windowsem w historii, dostarczanym w sposób ciągły, jako usługa. Czy jednak dziś, ponad pół dekady od premiery „dziesiątki” możemy z czystym sumieniem stwierdzić, że plan ten się powiódł, a administratorzy nie muszą już sobie zaprzątać głowy instalacją kolejnych dużych wersji i ich aktualizacją?


DROGA WINDOWSA 10


Fundamentem nowego, ostatecznego Windowsa był nowy interfejs API Universal Windows Platform, który docelowo całkowicie miał wyprzeć Win32. Cele były jednak znacznie ambitniejsze – zaprojektowanie ujednoliconego interfejsu programistycznego, który pozwoli dostarczać te same aplikacje na różne platformy – m.in. stacje robocze, tablety, smartfony, ale także na przeglądarki internetowe, urządzenia IoT, digital signage, a nawet konsole do gier czy gogle rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości. Koncepcja ta nie przetrwała zbyt długo przede wszystkim za sprawą małego zainteresowania mobilnym systemem operacyjnym Microsoftu, który nie przekonał klienta biznesowego. Stworzenie dzięki nowemu API spójnego, konwergentnego systemu klasy enterprise, którym wygodnie zarządzać można byłoby dzięki oprogramowaniu MDM czy UEM, okazało się dla Microsoftu około roku 2017 celem zbyt ambitnym.


Rzutuje to na rozwój Windowsa 10 do dzisiaj. Na rynku mobilnym producent skupił się na dostarczaniu wysokiej jakości aplikacji biznesowych na Androida (a nawet zaprezentował w ostatnim czasie własne urządzenie mobilne z Androidem) oraz iOS-a, a rozwój Windowsa 10 na desktopie toczy się własną drogą. Niestety, ta również nie jest usłana różami.


JAKOŚĆ CZY ILOŚĆ?


Warto zauważyć, że z początku nie było dokładnie wiadomo, jaki cykl wydawniczy przyjmie Windows 10. Pierwsza duża aktualizacja (tj. przynosząca nowości funkcjonalne) pojawiła się już po nieco ponad pięciu miesiącach od premiery. Kolejna ukazała się na rocznicę wydania wersji oryginalnej. W roku 2017 zaczął klarować się interwał – nowa wersja Windowsa 10 pojawiała się dwa razy do roku, co sześć miesięcy. Szybko jednak okazało się, że Microsoft ma problemy z utrzymaniem tego tempa, czego zwieńczeniem była wersja 1809 (nazywana październikową, choć jej premiera miała miejsce w listopadzie). Windows 10 w wersji 1809 to jedna z największych porażek największego producenta oprogramowania na świecie w ostatnich latach. Aktualizacja systemu doprowadzała między innymi do nieodwracalnej utraty plików, utraty kompatybilności z urządzeniami (m.in. drukarkami) czy wyświetlaniem BSOD-u. Podobne problemy – choć oczywiście już nie na taką skalę – pojawiają się w zasadzie w przypadku każdej kolejnej funkcjonalnej aktualizacji Windowsa.


Za ten stan rzeczy powszechnie obwinia się zmiany, jakie Microsoft wprowadził w zakresie testowania swojego oprogramowania. Wyzwaniem okazało się też przejście na model Software-as-a-Service, choć tak naprawdę w przypadku Windowsa 10 mowa raczej o przyśpieszeniu cyklu wydawniczego, gdzie duże wersje publikowane co kilka lat zostały zastąpione mniejszymi, udostępnianymi co kilka miesięcy, a nie o dostar­czaniu oprogramowania w modelu continuous delivery.


Przed premierą Windowsa 10 Microsoft zatrudniał dużą (i kosztowną) liczbę profesjonalnych testerów, którzy dbali o jakość oprogramowania wydawanego co kilka lat. Pod koniec roku 2014 zdecydowano się na cięcie kosztów przeznaczanych na QA i utworzenie programu Windows Insider, w którym testerem Windowsa może zostać każdy zainteresowany. Jednocześnie ochotnicy, udzielający informacji zwrotnej o jakości Windowsa, musieli testować nowości w znacznie intensywniejszym reżymie, w którym nowe wersje wydawane są co pół roku. Prace nad Windowsem wykonywane były na żywym organizmie, z którego korzysta około milarda użytkowników, a którego testowaniem zajmują się w dużej części amatorzy.


MAŁE DUŻE AKTUALIZACJE


Poważne błędy w kolejnych aktualizacjach pociągnęły za sobą konsekwencje. Choć w oficjalnych komunikatach nadal twierdzono, że Microsoft wydaje dwie duże wersje Windowsa co roku, to tak naprawdę jesienna aktualizacja w roku ubiegłym stanowiła zaledwie garść poprawek. Świadczy o tym choćby sam kanał dostarczania – wersja 1909 („09” w tym systemie oznaczeń pierwotnie wskazywało na premierę we wrześniu) została udostępniona w listopadzie zeszłego roku w ten sam sposób, co comiesięczne biuletyny bezpieczeństwa. Także „duże” wersje zaczęły z czasem przynosić coraz mniejszą liczbę nowości, a implementacje kolejnych, hucznie zapowiadanych zmian w stabilnej wersji Windowsa 10 odsuwano w czasie lub w ogóle porzucano prace nad nimi.


Ponadto Microsoft opracował także mechanizmy zarządzania aktualizacjami adresowane przede wszystkim do administratorów, dzięki którym będą oni mieli więcej swobody w decydowaniu, kiedy i jakie aktualizacje instalowane będą na maszynach. Dodano na przykład funkcję pauzowania aktualizacji (opóźnienie aktualizacji o maksymalnie 35 dni) oraz możliwość wskazywania pory dnia, w której aktualizacje są pobierane i instalowane, znacząco wydłużono fazę Release Preview. Microsoft zdecydował także, aby duże kolejne wersje dostarczane były w pierwszej kolejności na relatywnie niewielką liczbę urządzeń, z których telemetrycznie zbierana jest informacja zwrotna. Dopiero na tej podstawie podejmuje się decyzje o szerszym udostępnianiu aktualizacji. Taka pętla iteracyjna jest powtarzana aż do momentu, kiedy nowa wersja Windowsa 10 trafi do jak najszerszego grona odbiorców. Nie uchroniło to jednak użytkowników przed kolejnymi problemami.

 

[...]

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"