Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



26.08.2021

Firma Fortinet rozszerzyła...

Firma Fortinet rozszerzyła ofertę o usługę FortiTrust, która dołączyła do innych usług...
26.08.2021

Aplikacje biznesowe

Ready_™ AppStore
26.08.2021

Automatyzacja chmur...

Integracja z Red Hat Ansible
26.08.2021

Backup kodu źródłowego

GitProtect.io dostępny na Github
26.08.2021

Wsparcie pracy hybrydowej

Zdalny SD WAN
26.08.2021

Nowy monitor Philips 498P9Z

Nowy monitor Philips 498P9Z to model wyposażony w 49-calowy, zakrzywiony panel VA o...
26.08.2021

Wytrzymały punkt dostępowy

D-Link DIS-2650AP
26.08.2021

Ekonomiczne dyski

SSD bez DRAM
26.08.2021

Petabajty pojemności

Serwery QNAP

Tak, ale nie

Data publikacji: 04-02-2021 Autor: Maciej Lelusz

Coś w nas siedzi. Specyficzna siła, która nie pozwala odpowiedzieć wprost. Myślę, że to zaszyte w nas gdzieś genetycznie wspomnienie gułagu, zsyłki, cierpień i bólu. Ta historia pokoleń zapisana w pamięci gatunkowej, wypalona jak znak na bydle. Właśnie ten ból siedzący w nas tak bezwzględnie głęboko i nieodwracalnie sprawia, że nie umiemy odpowiedzieć konkretnie. Bo w naszej słowiańskiej kulturze trochę tak jest, że stanowczo postawione zdanie mogło i często kończyło się tragicznie dla osoby, która je wypowiadała – a to ostrzegawczym strzałem w tył głowy, a to wycieczką all-excluded na Syberię. Ten strach wciąż w nas siedzi. Zapytani frywolnie, czy coś ma być tak lub inaczej, często odpowiadamy wymijająco, jak namydlony wąż zostawiamy sobie zawsze furtkę, przez którą, jakby co, uda nam się wykręcić z ostateczności wypowiedzianych słów.


Zatem często pada sakramentalne „tak” i niezmiernie często współtowarzyszące mu „ale”. Zgadzamy się tak, żeby się nie zgodzić, opisujemy tak, żeby zawsze pozostawiać niedopowiedziane. Problem „tak… ale nie” przekłada się również na straszliwie rozpowszechnione kłamstwo przez niedopowiedzenie. Smutna to forma samozniszczenia. Bo każde takie niedopowiedzenie sprawia, że morze, na którym żeglujemy, napycha się coraz większą liczbą skał, a lawirowanie między nimi zabiera tak wiele energii, że w zasadzie nie płyniemy do przodu, tylko w bok. Często te niedopowiedzenia wynikają z tego, że się na czymś nie znamy. A to przecież niedopuszczalne! Bo jak to nie można się znać na wszystkim? Do gułagu!


Idąc ścieżką „tak, ale nie”, ukrywając po drodze trupy w szafie, biegniemy w przepaść, której tak silnie pragniemy uniknąć – przepaść błędu. To jest dopiero bomba atomowa naszych lęków. Błąd w kulturze demoludów to ostateczna porażka, niewybaczalna katastrofa, prowadząca do nieuniknionego ostracyzmu społecznego, zakończonego efektownym ukamienowaniem. Błędy trzeba kryć, błędy trzeba przemilczeć, zapomnieć, w pamięci zatrzeć… i nigdy, przenigdy się do nich nie przyznawać! Złapali cię za rękę? Mów, że to nie twoja ręka.


Trudno się tak żyje, jeszcze gorzej pracuje. Weźmy na przykład projekt informatyczny – duża sprawa. Na stole miliony, nowe technologie, wielkie nadzieje, grube ryby i poważne interesy. Kuszące, ale i przerażające. Na kilometr śmierdzi gułagiem. Bo jak to wykonać i się nie pomylić, jak zrobić, ale nie zrobić – bo jak robisz, to popełniasz błędy. No więc siadają za stołem, podekscytowani – jeden boi się bardziej od drugiego, mając nadzieję, że już na pierwszym spotkaniu nie polecą głowy. Milicyjna suka stoi przy wejściu do sali konferencyjnej – może dziś kolej przyjdzie na kogoś innego? Już przy wejściu do salki, po zapachu, wiadomo, że atmosfera jest brutalna, że to nie projekt informatyczny, tylko walka o życie. Kawka, herbatka, woda, ciastko i pada pierwsze pytanie. Binarne – tak albo nie. Wydawałoby się, że to wszystko, co można powiedzieć. A jednak nie. Jak w operze – na scenę wchodzi solista, jak paw prezentuje piórka, jak słowik wyśpiewuje trele, egzotycznie wije się i zmienia stany skupienia. Po dwóch godzinach nie wiadomo nic, po czterech zaczynasz mieć zapaść emocjonalną, po sześciu to nawet się z nim zgadzasz. A słowik tańczy, jego trele unoszą się raz wyżej, raz niżej. Kurtyna zapada. Udało się. Przeżyliśmy kolejny dzień – rozmawialiśmy, a nic nie powiedzieliśmy. Jutro kolejne spotkanie, ale wiesz, że masz dobrych partnerów, nic z tego nie wyjdzie, nikt nie pojedzie na Wschód. Zapominasz jednak, że ktoś to musi zrobić. Ktoś tam na końcu te informatyczne cegły ułoży i ten ktoś potrzebuje odpowiedzi. Ale to jutro. Dziś się bawmy!


Dlaczego idziemy tą drogą? Przecież to bez sensu. No tak… ale nie. Bo decyzja to odpowiedzialność, odpowiedzialność to często kara, a czasem nagroda. Jak psy Pawłowa na zapaloną żarówkę odpowiedzialności reagujemy ucieczką i piskiem. Trudno tak mocno zakorzeniony odruch z siebie wyplenić, pozbyć się go i zapomnieć. Przyznanie się do błędu, niewiedzy to swoista sztuka, coś, czego uczymy się przez lata. Mimo że na początku ma gorzki smak, to jednak z biegiem czasu daje ogromnie dużo spokoju, radości i pozwala nie tylko nam, ale i wszystkim w naszym otoczeniu wyluzować i uspokoić, a zdaje się, że trzeba nam tego bardzo mocno.

Maciej Lelusz
Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"