Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



07.04.2021

Lubelskie Dni Informatyki

Koło Naukowe Informatyków już po raz XIII zorganizuje Lubelskie Dni Informatyki.
07.04.2021

Bariery językowe przełamane

Cisco Webex
06.04.2021

Nowość w portfolio Bakotech

Progress Software
06.04.2021

Kontrola służbowych urządzeń

Hexnode MDM
02.04.2021

Red Hat Inc.

Firma Red Hat Inc. udostępniła Red Hat OpenShift 4.7 – najnowszą wersji czołowej...
02.04.2021

Rozpoznawanie twarzy

QNAP QVR
02.04.2021

Układy EPYC Serii 7003

Firma AMD zaprezentowała nowe wydajne procesory serwerowe, czyli układy EPYC Serii 7003,...
02.04.2021

Mobilna wydajność

Satellite Pro C50-G
01.04.2021

Nowa linia monitorów

AOC V4

Po co

Data publikacji: 01-04-2021 Autor: Maciej Lelusz

Piktogramy powracają jak bumerang. Generalnie uproszczenie formy jest w modzie i nie ma co ukrywać, że zdobywa fanów z każdym kolejnym sezonem. Trochę to przypomina postępującą, niekontrolowaną dystrofię narządów. W tym akurat przypadku jest to organ znajdujący się w czaszce. Co ciekawe, im bardziej wiotczeje nam mózg, tym mocniej usztywnia się język. Bo im mniej się wie, tym głośniej się krzyczy. Jak to mówią, milczenie jest złotem, a przemyślenie myśli wypowiadanych w słowotoku jest zjawiskiem rzadszym niż zwrot podatku.


Wypłaszczająca się percepcja sprawia, że impulsy, narzędzia i w zasadzie cały świat musi się do niej dostosować. Coraz trudniej o dobry sarkazm, który wymaga zarówno głębokiego zrozumienia materii od tego, kto go wypowiada, jak również i od odbiorcy. Pierwiastkiem rzadkim jest dobra metafora… a częściej za to doznać można tzw. kawy na ławę. Przekaz ma to do siebie, że gdy go nadajemy, musi być kompatybilny z odbiorcą. Gdy szyfrowanie po stronie nadawcy za silne, to dekoderek się przycina.


Podobnie jest z narzędziami – ich forma, struktura działania, zaawansowanie muszą być dostosowane do operatora. Obecnie przoduje myśl, że należy tworzyć takie narzędzia, aby każdy mógł się ich szybko nauczyć, a ich użycie przypominało zawiązywanie sznurowadeł… Tymczasem okazuje się, że nawet sznurowadeł coraz mniej, a zastępują je rzepy – bo znów za trudno. Urządzenia-narzędzia, mimo możliwości realizacji wielu funkcji, są ograniczane do minimum. Znów zderzenie z kwestią pojemności poznawczej – modelowy operator nie ogarnie, trzeba z trzech guzików zrobić dwa, a może jeden... Poza tym uda się w ten sposób sprzedać trzy narzędzia w miejsce jednego z trzema funkcjami. Następnie szafkę, żeby je trzymać, a później garażyk, magazynek itd. Z jednej strony to wyspecjalizowanie urządzeń ma zalety, bo na pewno są lepsze w tej konkretnie realizowanej przez siebie funkcji niż jakiś kombajn. Bo – jak to mówi stare porzekadło – co jest do wszystkiego, to jest do niczego. Gdy narzędzie jest proste, to możemy szybko operatora wyszkolić, użyć i wyrzucić. Biznes jest zadowolony, bo nie ma jako takich specjalistów, a wiadomo – ekspert to droga sprawa, a skończona liczba juniorów czy – jak to mawiał jeden z baronów polskiego IT – studentów może wykonać każdą pracę.


Jakość? Słowo zaciera się powoli w percepcji, brzmi trochę jak jakieś obce ciało niebieskie, kraina zagubiona w trójkącie bermudzkim. Cena! Ona jest królową, a promocja księżniczką. Proste impulsy, proste narzędzia indukują coś, co można nazwać „Pocozą”. We wczesnym stadium objawia się w zadawaniu, na każde wręcz pofałdowanie rzeczywistości, pytania „Po co?”. Pisanie? Po co? Przecież można odpalić asystenta, AI posłucha i napisze! Po co się uczyć archaicznego w swojej formie pisania?! Ręczne? Oszaleliście?! Na komputerze można kopiować, wycinać, wklejać i wyszukiwać, a z kartki trzeba ręcznie – XVI wiek. Czytanie? Po co? Jak napisze, to i przeczyta. Lepiej memy pooglądać, emotki poprzerzucać. Czyta to się audiobooki. To może chociaż pamiętać? Kpina! Big Data, bazy danych, wyszukiwarki, ładne GUI, za którymi modele matematyczne ML siedzą, knują i są na wyciągnięcie ręki. Wikipedia i Google to skarbnice wiedzy, dostępne z każdego miejsca na ziemi. Szybciej wyszukać, niż pierwotnie przeczytać, nauczyć się i zapamiętać, a później odnaleźć i wykorzystać w kontekście. Jak się czegoś nie wie, to kurs online na pewno już o tym jest, a na YouTubie setki tutoriali. Po co pamiętać, lepiej wyszukiwać. Rozgrzeszenie przychodzi wówczas, gdy wspomnianego zasięgu nie ma, a my nie wiemy, jak rozpalić ogień, bo na szlaku zawędrowaliśmy za daleko. W rozpaczy biega się wówczas z ręką do góry od jednego krzaka do drugiego. Taki nowoczesny taniec wiedzy skierowany do bogów 5G, LTE czy też darmowego Wi-Fi. Panteon też może się pochyli nad błagalną prośbą swojego uniżonego wiernego i z wiatrem przyniesie kilka MB spakowanej w pakiety TCP/IP podstawowej wiedzy… albo nie.


Nasze współistnienie z tak ogromną bazą wiedzy, którą reprezentuje internet, jest oparte na zasadzie naczyń połączonych. Im więcej wpakowujemy tam, tym mniej zostaje tu. Z jednej strony wydaje nam się, że uniezależniamy nasze życie od wielu aspektów, od wielu niewygodnych elementów, przerzucając je do kolejnej aplikacji. Jednak zapominamy często, że to działa w dwie strony i może za jakiś czas się okazać, że ten eksport wiedzy i kreatywności, który robimy tam, opróżnia nas od środka tu. Zostajemy jak wydmuszka – ładna skorupka, smród i pustka w środku.

prenumerata Numer niedostępny Spis treści

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"