Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



07.04.2021

Lubelskie Dni Informatyki

Koło Naukowe Informatyków już po raz XIII zorganizuje Lubelskie Dni Informatyki.
07.04.2021

Bariery językowe przełamane

Cisco Webex
06.04.2021

Nowość w portfolio Bakotech

Progress Software
06.04.2021

Kontrola służbowych urządzeń

Hexnode MDM
02.04.2021

Red Hat Inc.

Firma Red Hat Inc. udostępniła Red Hat OpenShift 4.7 – najnowszą wersji czołowej...
02.04.2021

Rozpoznawanie twarzy

QNAP QVR
02.04.2021

Układy EPYC Serii 7003

Firma AMD zaprezentowała nowe wydajne procesory serwerowe, czyli układy EPYC Serii 7003,...
02.04.2021

Mobilna wydajność

Satellite Pro C50-G
01.04.2021

Nowa linia monitorów

AOC V4

Right to repair – historia i praktyki

Data publikacji: 01-04-2021 Autor: Adam Kamiński

„Naprawa” i „ponowne użycie” to szczytne koncepcje praktycznie wycofane już z eksploatacji i raczej niemające zastosowania, jeśli chodzi o konsumenckie urządzenia elektroniczne. Sytuacja się nie poprawi, jeśli pojęcia te nie zostaną uwzględnione na etapie pomysłu, projektu i prawodawstwa.

 

Repair i reuse to pojęcia znajdujące się po przeciwnej stronie skali, co powszechnie praktykowane „take, make, use, discard”. Model gospodarki zbudowany na takim podejściu osiągnął już swój limit i trzeba się zastanowić nad tym, jak produkować urządzenia lepiej niż obecnie. Założeniem jest stworzenie technicznego standardu, którego miałyby się trzymać międzynarodowe korporacje produkujące elektronikę. Obecnie taki zapis dotyczy telewizorów, pralek czy zmywarek. Aby takie prawo weszło w życie, muszą się na to zgodzić oczywiście Parlament Europejski oraz państwa członkowskie.
Gwałtowny wzrost zużycia zasobów, który dziś obserwujemy, powoduje grabieżcze wydobycie surowców naturalnych, eksploatację dziewiczych terenów, a także nieokiełznane góry odpadów na wysypiskach. Szum wizualny generowany przez reklamy w miastach również stale rośnie. W przestrzeni publicznej codziennie jesteśmy bombardowani ogromnymi ilościami haseł, które zachęcają nas do konsumowania i kupowania produktów, które nie są nam niezbędne do przetrwania i których tak naprawdę nie potrzebujemy. Jakże trafną diagnozę „homo-reclamo” postawił Tyler Durden w „Fight Clubie”: „Jesteśmy niewolnikami w białych kołnierzykach. Reklamy zmuszają nas do pogoni za samochodami i ciuchami. Wykonujemy prace, których nienawidzimy, aby kupić niepotrzebne nam gówno”. Crescendo konsumowania i pogoń za nowościami na rynku również generuje pewne zmiany w naszym społeczeństwie i tworzy dysproporcje społeczne. Dziś wielkie koncerny producenckie swoją pazerność usprawiedliwiają sloganami żywcem wyjętymi z tekstów z lat 30. o wspólnym dobru, rozwoju i ogólnym prosperity. Galopujący konsumpcjonizm, nieuczciwe praktyki producentów, zanieczyszczenie środowiska w konsekwencji musiały doprowadzić do ogólnospołecznego niezadowolenia, powstania ruchów społecznych, a finalnie – regulacji prawnych. Czy jednak faktycznie musiało to tak wyglądać i jak do tego doszło?


> Od czego się to wszystko zaczęło


W podejściu do traktowania produktów wciąż pokutuje postawa, która wzięła swój początek z ery Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. To na łamach ówczesnych publikacji po raz pierwszy pojawiły się takie terminy jak „twórcze marnotrawstwo”, „planowane postarzanie”, „postępująca dezaktualizacja”.


Christine Frederick w swojej książce „Selling Mrs. Consumer” opublikowanej w 1928 r. twierdziła, że aby osiągnąć wielki triumf Ameryki, idea zaplanowanej żywotności produktu musi być osobistą motywacją dla każdego amerykańskiego obywatela, gdyż wyrzucanie rzeczy i kupowanie nowych może napędzać silną gospodarkę. Człowiek, któremu przypisuje się sformułowanie terminu „planowanego postarzania produktu” (ang. planned obsolescence), Bernard London, napisał w 1932 r. artykuł pt. „Ending the Depression Through Planned Obsolescence”. W tekście tym London jako rozwiązanie istniejących problemów zalecał planowane postarzanie produktów jako praktykę stymulującą gospodarkę w celu przywrócenia dobrobytu z dawnych czasów. Należało zatem tworzyć krótkożywotne produkty, by zmusić konsumentów do ciągłego kupowania nowych. Nie miało to być jednorazowym rozwiązaniem, ale ciągłą polityką, która przyniosłaby dochody również rządom. W swojej teorii uważał, że produkty powinny być sprzedawane z datą przydatności i wzywał rząd federalny do drukowania tych dat na wyprodukowanych towarach. Obowiązkiem konsumenta było wyrzucanie i kupowanie nowych towarów dla dobrobytu narodu. Dzięki temu fabryki będą produkować w sposób ciągły, a ludzie będą mieli zapewnioną pracę. Twierdził również, że kryzys był spowodowany przez tych, którzy używali swoich rzeczy za długo, aż były zupełnie zużyte lub znoszone, zamiast zastępować je nowymi, kiedy te stare zostawały „jednogłośnie” uznane za przestarzałe. Utrzymywał również, że powinny zostać utworzone rządowe centra, w których ludzie mieliby wyrzucać swoje „przestarzałe” towary i otrzymać za to ulgi podatkowe, podczas gdy ci, którzy nadal korzystają ze „starych” produktów, powinni byli płacić coraz wyższe podatki, ponieważ wstrzymywali postęp. London zalecał restrukturyzację społeczeństwa wokół grona ekspertów, których zadaniem było osiągnięcie równowagi podaży i popytu, co miałoby doprowadzić do wyeliminowania bezrobocia technologicznego.


W tym samym czasie Roy Sheldon i Egmont Arens opublikowali książkę „Consumer Engineering”, w której prześledzili technikę w kontekście dobrobytu. Technika ta polegała na kształtowaniu produktu tak, aby dokładniej odpowiadał potrzebom konsumentów. Twierdzili, że nie można już przyjmować za pewnik, że konsumpcja jest potrzebą człowieka. Aby konsumenci chcieli kupować, należy wprowadzać pewne zmiany w produktach. W tych teoriach odpady i inne problemy z nimi związane nigdy nie były postrzegane jako coś szkodliwego. Autorzy ci twierdzili również, że ludzie powinni mieć prawo do posiadania najnowszych produktów i bycia na bieżąco z trendami, gdyż znaszanie rzeczy do końca nie wytworzy bogactwa i prosperującej gospodarki. Dla nich i innych zwolenników tej polityki planowana przestarzałość produkcyjna jest uzasadniona, a dobrobyt jest tym, do czego należy dążyć.


Publikacje te miały niestety duży wpływ na mentalność i wdrożenie ich w proces produkcyjny. Obecnie dużym zagrożeniem dla urządzeń jest nie awaria, ale raczej „twórcza destrukcja” lub pojawienie się nowych i ulepszonych rzeczy. Kto zaprząta sobie głowę naprawami, gdy jesteśmy oszołomieni najnowszą „aktualizacją”? Bernard London zaproponował swoją koncepcję jako sposób na ratowanie gospodarki i wyjście z kryzysu. Echa tej idei towarzyszą nam jednak do dziś i pokutują jednorazowymi urządzeniami, zaplanowanymi na dwa lata działania, które zaśmiecają sobą świat w postaci milionów ton elektronicznych odpadów rocznie.

 

[...]

 

Autor jest testerem oprogramowania. Redaktor „IT Professional”.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

prenumerata Numer niedostępny Spis treści

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"