Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



07.04.2021

Lubelskie Dni Informatyki

Koło Naukowe Informatyków już po raz XIII zorganizuje Lubelskie Dni Informatyki.
07.04.2021

Bariery językowe przełamane

Cisco Webex
06.04.2021

Nowość w portfolio Bakotech

Progress Software
06.04.2021

Kontrola służbowych urządzeń

Hexnode MDM
02.04.2021

Red Hat Inc.

Firma Red Hat Inc. udostępniła Red Hat OpenShift 4.7 – najnowszą wersji czołowej...
02.04.2021

Rozpoznawanie twarzy

QNAP QVR
02.04.2021

Układy EPYC Serii 7003

Firma AMD zaprezentowała nowe wydajne procesory serwerowe, czyli układy EPYC Serii 7003,...
02.04.2021

Mobilna wydajność

Satellite Pro C50-G
01.04.2021

Nowa linia monitorów

AOC V4

Droga architekta IT – kuchnia

Data publikacji: 01-04-2021 Autor: Maciej Lelusz

Poprzedni artykuł dotyczył wizji. Tego, jak zebrać informacje i skrystalizować sobie obraz projektu. Godząc, z jednej strony, wymagania klienta z możliwościami technologii lub rozwiązania. Papier przyjmie wszystko, tylko nietrudno się odkleić od rzeczywistości, projektując rzeczy niestworzone. Wizja, tak jak wspominałem, jest kluczem, który dopiero otwiera drzwi do pracowni…

 

Każdy zawód ma swoją tak zwaną kuchnię lub, jak kto woli, warsztat. Praca architekta IT kojarzy się z pełną dowolnością – telco z kafejki na rogu, rysowanie w samolocie czy w metrze. To trochę mit, marketingowa rama, na której opierane jest wyobrażenie tego zawodu. Zdarzają się oczywiście momenty, kiedy to prawda, jednak aby zrobić naprawdę duży, trudny projekt, potrzeba niezwykłego skupienia. Można to osiągnąć poprzez całkowite odcięcie się od impulsów z zewnątrz. Nie mówię tutaj, aby od razu wykopywać dziurę w ziemi, okleić ją ekskrementami i odpalić pęk kadzideł z drzewa sandałowego. Wystarczy znany kąt, najlepiej kawałek oddzielnego pokoju, gdzie nie rozprasza nas nic „nowego”. Należy, mimo zrozumiałego wewnętrznego oporu, wyłączyć powiadomienia o nowych zdjęciach kotów lub o właśnie rozpoczętych bataliach politycznych na portalach social media. Wyciszyć komórkę, zamówić jedzenie. Stworzyć sobie atmosferę, która pozwoli naszemu drugiemu najbardziej pofalowanemu ( zaraz po brzuchu podczas siedzenia) organowi – mózgowi – na swobodne płynięcie poprzez morze informacji zebranych podczas etapu tworzenia wizji. Zatem pomieszczenie w biurze, może w domu. Czym jednak jest pracownia bez narzędzi? Jedni mówią, że można tworzyć na byle czym, że prawdziwy talent nie jest ograniczony instrumentem, na którym tworzy. Może i jest w tym trochę prawdy, ale ja zakładam, że lepiej jest nie frustrować – a co za tym idzie rozpraszać – się niczym, a w szczególności rzeczami martwymi, których złośliwość, w szczególności w momencie, gdy najbardziej ich potrzebujemy, jest niepojęta. Dobór narzędzi to bardzo indywidualna sprawa. Stąd wydaje się, że w zalewie aplikacji do realizacji różnych zadań każdy znajdzie coś dla siebie. Gdy rozpoczynamy przygodę z architekturą, wiele narzędzi zostanie narzuconych odgórnie przez projekt i nie ma co z tym walczyć. Tak ma być – klient jest przyzwyczajony do czegoś i prawdopodobnie będzie bardzo trudno go przekonać do czegoś innego. Należy pamiętać o tym, że do wykonania jest projekt, a nie przebudowa całego ekosystemu klienta. Oczywiście należy pokazać, gdy uważamy, że coś jest lepsze, ale nie naciskać. Jak się przyjmie – to świetnie, jak nie – warto odpuścić i skupić się na meritum.


> Niezbędnik architekta


Whiteboard, czyli po staropolsku tablica. Element niezwykle istotny, bo może i jest mnóstwo aplikacji, które próbują oddać funkcjonalność tablicy, jednak żadne nie oddaje wrażeń z obcowania z nią. Stanie przy tablicy z markerem suchościeralnym w ręku przypomina trochę pracę rzeźbiarza, który – czy to dłutem, czy też rękami – modeluje uprzednio wyobrażony przez niego kształt. Ta fizyczność substratu, na którym się pracuje, w jakiś nieodgadniony sposób pochłania. Naprawdę warto zainwestować w ten niepozorny element, w szczególności że nie jest on jakoś wybitnie drogi, a komfort pracy twórczej jest nie do przecenienia.
Kolejną rzeczą w każdej pracowni architektonicznej jest dobry, duży monitor wysokiej rozdzielczości. Nie jest on, moim zdaniem, tak niezbędny jak tablica, ale na pewno się przydaje. Tworzenie na nim diagramów, przegląd dokumentacji jest o niebo prostszy. Ceny tych urządzeń w ostatnich czasach znacząco spadły i nie jest to już przyjemność za kilkadziesiąt tysięcy, ale za kilkanaście. Po pierwszym projekcie zrobionym na 13-calowym ekranie laptopa zrozumiecie, w czym rzecz. Można się oszukiwać, ale i tak na końcu na biurku każdego architekta pojawia się kilkudziesięciocalowy monitor… lub dwa. Tutaj poza oczywistym komfortem pracy chodzi również o wzrok – a dokładnie jego zachowanie, bo poza palcami nasze oczy są dość istotnym narządem, który pozwala nam pracować w zawodzie architekta. Warto o nie zadbać, bo gapimy się w monitor często więcej niż osiem godzin dziennie.


Biurko i krzesło. Nie polecam zasiadać do projektu na krześle z podstawówki dziecka lub, co gorsza, swojej. Sprawa ma się podobnie jak ze wzrokiem – tyle tylko, że o ile oczu mamy dwoje, o tyle kręgosłup tylko jeden. Ból nie pomaga w pracy, a środki przeciwbólowe marnują wątrobę. Warto zainwestować w coś, co można nastroić jak dobry akordeon. Możliwie każdy element ma być regulowany – siedzisko, podparcie lędźwi, zagłówek itd. Biurko podobnie – najlepiej, aby było duże, bo dokumentacja, przez którą będziemy się przebijać podczas projektowania, jest powierzchniożerna. O tym, czy to będzie biurko z orzecha, dębu, czy też DIY, powinno się decydować po pierwszej fakturze, którą wystawi się za projekt. Jednak odsuwając żarty na bok, warto zastanowić się nad biurkiem, przy którym możliwa będzie praca na stojąco, bo podczas kilkunastogodzinnego ciągu projektowego często chce się zmieniać pozycję, a krew inaczej płynie do mózgu o 4–5 rano, gdy się stoi, a nie więdnie w fotelu.


> Soft do wyboru


Poza fizycznym aspektem naszej pracowni dochodzi jeszcze wątek bardziej ulotny, ale nie mniej ważny – oprogramowanie. W końcu nie projektujemy domku jednorodzinnego czy stodoły, ale rozwiązania IT. Ołówek i długopis na pewno się przydadzą, ale kreślić finalnie powinniśmy w jakimś sofcie. Zacznijmy od oprogramowania do schematów, bo to one są kluczem. W zasadzie na rynku projektowania infrastruktury IT są dwa standardy – Visio i różne emanacje diagrams.net (dawniej draw.io, znane również pod komercyjną odsłoną zwaną Gliffy oraz Lucidchart). Oczywiście istnieją bardziej rozpasane softy do robienia diagramów, ale ich obecność jest raczej niszowa.


Zacznijmy od tego pierwszego, czyli Visio. Naturalnie stało się standardem, ponieważ było jednym z pierwszych narzędzi dostępnych dla szerokiego grona odbiorców – od 2000 r. jest fragmentem pakietu Office. Istnieje do niego dużo dodatków, wielu producentów robi swoje ikony i generalnie oprogramowanie to jest niezwykle użyteczne i dopracowane, ale… Bo oczywiście jest pewne „ale”. Otóż przy bardzo złożonych rzutach, które mają wiele warstw, setki elementów i połączeń między nimi, do edycji takiegoż schematu trzeba mieć klaster HPC wyposażony w eksabajt RAM-u. Wiele projektów wymaga dostarczania dokumentacji w Visio i trzeba się na to przygotować. Jednak gdy nie ma standardu w tej materii narzuconego przez inwestora, warto pójść w stronę diagrams.net. To bardzo lekka, superintuicyjna i wieloplatformowa aplikacja, która ostatnimi czasami zdobywa salony. W przeciwieństwie do Visio jest darmowa i istnieje jej odpowiednik w formie webowej. Poza standardowym oprogramowaniem do tworzenia schematów wypadałoby się zastanowić nad softem do obsługi map myśli. Zasadniczo możliwe jest ich tworzenie w oprogramowaniu do schematów, jednak ich edycja jest niezwykle karkołomna – trzeba przestawiać całe bloki, przesuwać połączenia, co zajmuje ogromnie dużo czasu i energii. Aplikacji tego typu w wersji online jest ogromnie dużo – tutaj nie ma jednego standardu ani faworyta, to subiektywny wybór użytkownika.

 

[...]

 

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT, specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

Pełna treść artykułu jest dostępna w papierowym wydaniu pisma.

prenumerata Numer niedostępny Spis treści

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"